|
Wyborowa Podj±³em siê kiedy¶ próby skorumpowania szwedzkiego funkcjonariusza kolei pañstwowych. Mówiê
o czasach, kiedy Polska by³a
krajem obowi±zuj±cych
wszêdzie kolejek. Wszêdzie
oprócz kolei, gdzie przed kasami biletowymi - poza wakacyjnym szczytem
- w zasadzie by³o do¶æ
pusto. Od pierwszej do ostatniej klasy szko³y
podstawowej corocznie odbywa³em
by³ z mam±
podró¿ z Czêstochowy
do Gdañska i z powrotem w taki
w³a¶nie
sposób, trudno ¿ebym mia³
siê nauczyæ
czego innego. Tote¿ nie dziwiê
siê ówczesnemu sobie, ¿e
znalaz³szy siê
w identycznej sytuacji, zrozumia³em
wyra¿on±
po szwedzku pro¶bê
o wylegitymowanie siê biletem
jako zaproszenie do przyjacielskiej rozmowy na temat warunków negocjacji.
I tym razem chodzi³o o podró¿
na trasie z Czêstochowy, lecz
nie do cioci w Gdañsku, a do
pracy w Hudiksvall. W sumie oko³o
dwóch tysiêcy kilometrów z dziewiêcioma
sztukami baga¿y, w tym nie najl¿ejszym
wzmacniaczem do gitary stanowi±cym
narzêdzie owej pracy do¶æ
zasadnicze. Pewno wszystko odby³oby siê
bez przygód, gdyby nie przesiadka w Warszawie po³±czona
z nostalgiczn± wizyt±
w czynnym od dwudziestej drugiej klubie hotelu Europejskiego, gdzie rozsta³em
siê ze stu dolarami przeznaczonymi
miêdzy innymi na bilety kolejowe
w³a¶nie.
W klubie tym gra³em bezpo¶rednio
przed wyjazdem na wcze¶niejszy
kontrakt do Skandynawii, wiêc
nostalgia usprawiedliwia³a wydatek.
Nawet studolarowy, co w owych czasach maj±tkiem
by³o znacznym, jednak fantazja
i m³odo¶æ...
(Dzi¶ nazwa³bym
to raczej brakiem fantazji, lecz maj±c
22 lata kryteriami widaæ rz±dzi³em
siê nieco innymi.) Co by nie powiedzieæ, pewnego mglistego pa¼dziernikowego poranka w portowym miasteczku Ystad wyl±dowa³em ze wspominan± gór± baga¿y, zadaniem dotarcia do oddalonego o tysi±c kilometrów Hudiksvall i dwoma pó³litrowymi butelkami wódki Wyborowej, reszt± ze stu dolarów.
Bardzo pocz±tkuj±cym
angielskim dopyta³em siê
o poci±g do Sztokholmu, drzwi
do wagonów by³y otwarte, wsiad³em,
ruszyli¶my, czekam na konduktora. Przyszed³, podobny do naszego,
w czapce, z torb± i dziurkaczem,
co¶ powiedzia³,
domy¶li³em
siê, ¿e
"biiileciki proszê!", kiwn±³em
po szwedzku g³ow±,
¿e nie mam, wychodz±c
jednocze¶nie na korytarz, by
przyst±piæ
do rozmów zasadniczych. Nie owijaj±c
w bawe³nê,
otwarcie, prosto z mostu zaproponowa³em
wszystko, czym dysponowa³em. Konduktor
zignorowa³ w pierwszej chwili
moj± ofertê,
koncentruj±c siê
na dopytywaniach w sprawie biletu. Zarówno jego jak i mój angielski dopuszcza³y
ewentualne nieporozumienia, sprawê
trzeba by³o wyja¶niæ
starannie, powtarzaj±c to i
owo. Konkretnie ja powtarza³em,
¿e nie mam, on powtarza³,
¿e chcia³by
go zobaczyæ. Dlaczego raz po
raz wskazujê na trzyman±
w rêku butelkê,
zdawa³ siê
nie pojmowaæ. W koñcu
jednak doszli¶my - jak by to
siê dzisiaj powiedzia³o
-do consensusu, ¿e butelka jest
prezentem dla niego. Powa¿na
dotychczas twarz ozdobiona zosta³a
nagle szerokim u¶miechem wyra¿aj±cym
mniej wiêcej po po³owie
rado¶æ i za¿enowanie.
Podziêkowa³
elegancko, serdecznie, u¶miechn±³
siê jeszcze raz, po czym obur±cz
zas³aniaj±c
siebie przed ca³ym mn±
³±cznie z butelk±,
odmówi³ jej przyjêcia. Wprawny
w pertraktacjach uzna³em odmowê
za dobry pocz±tek targu, intensyfikuj±c
nalegania. Konduktor wymawia³
siê, wzbrania³,
jak piskorz próbowa³ umkn±æ
z pu³apki, jednak nie móg³
nie ulec moim bardziej rêcznie
ni¿ s³ownie
wprawdzie, ale celnie sterowanym perswazjom i czerwieni±c
siê z wysi³ku,
potu oraz skrêpowania, butelkê
przyj±³. Wygra³em.
Odetchn±³em z ulg±,
bo mo¿liwo¶æ
niedojechania do zespo³u na
czas mog³a siê
wi±zaæ
z utrat± obiecanej pracy, a
znalezienie siê w obcym kraju
wy³±cznie z lekkim baga¿em
do¶wiadczeñ
oraz dziewiêcioma ciê¿kimi
walizami by³oby perspektyw±
raczej skromnie wró¿±c±
przysz³ej karierze. Zw³aszcza
¿e w Pagarcie odda³em
bezpieczny paszport s³u¿bowy
i o kontrakty trzeba by³o teraz
dbaæ we w³asnym
zakresie. Wróci³em do przedzia³u i siad³em wyczerpany, staraj±c siê odzyskaæ utracony w trakcie rozmowy spokój. Konduktor w tym czasie usi³owa³ zmie¶ciæ butelkê w w±skiej skórzanej torbie, z czym sz³o mu nie najlepiej, w koñcu jednak upora³ siê z zadaniem, zamkn±³ j±, doci±gn±³ w sprz±czce pasek, zdj±³ czapkê, przetar³ spocone czo³o i ju¿ normalnie, bez u¶miechu poprosi³ mnie o pokazanie biletu.
Nie rozwlekaj±c historii, dodam tylko, ¿e zastosowana w koñcu "opcja alternatywna" dopuszcza³a przewiezienie mnie na kredyt do Sztokholmu, gdzie oczekuj±cy ju¿ na peronie dwaj panowie w mundurach zechcieli mi towarzyszyæ w krótkiej drodze na posterunek kolejowej policji, sk±d zatelefonowali¶my do kapelmistrza w Hudiksvall zobowi±zuj±cego siê ui¶ciæ op³atê za wydany mi bilet.
Hm...
Mo¿e i dobrze?
|