|
Tempora
mutantur
2003.04.10
RelacjeOnline
Odwiedziny
w Na³êczowie, rodzinnym miejscu
mojej ¿ony, zawsze przepe³nione
s± nostalgi±.
Usytuowany w piêknym parku pa³ac
Ma³achowskich, staw, ³abêdzie,
kapliczka na Armatniej Górze... Wszystko przez lata niezmienne, takie
same, daj±ce poczucie bezpieczeñstwa,
spokoju.
Jak¿e
to odmienne od zgie³kliwych
zmian wielkiego miasta, gdzie po kilku latach nieobecno¶ci
trudno rozpoznaæ
w³asn±
ulicê.
Tyle nowych szyldów, sklepów, ¶cian
domów oblepionych reklamami przyci±gaj±cymi
wzrok ha³asem
barw i krzykliwo¶ci±
formy. Wprawdzie pod t±
kolorow±
zas³on±
skrywaj±
siê
czêsto
niegdysiejsze odrapañstwa
i porz±dkowe
ubytki, ale po³ysk
ma sprawiaæ
wra¿enie,
¿e
i pod pokrywk±
kolorowo.
Pstrokata szaro¶æ.
W Na³êczowie
jest inaczej. Uliczki wci±¿
jednakowe, drewniane budynki starzej±
siê
wprawdzie, ale jako¶
zgodnie z natur±,
nie ra¿±c
obsypywanym tynkiem; ksiêgarnia
jest tam, gdzie by³a
zawsze, kiosk z rybami na tym samym rogu, stacja benzynowa, choæ
zmieniwszy nazwê,
zachowa³a
niegdysiejszy charakter barakowego kiosku z niewielkim okienkiem. Nawet
przedszkole, w którym pierwsze szlify edukacyjne pobiera ju¿
czwarte pokolenie, stoi w³a¶ciwie
nie zmienione prócz otaczaj±cych
je drzew.
Niestety tu i ówdzie zawita³o
nowe w formie kanciastych bry³
architektury minionego okresu pokrytych szarobur±
elewacj±.
No có¿:
jakie czasy, takie budowle.
Na jednej z takich w³a¶nie
posesji niedaleko wspomnianego przedszkola, za skorodowan±
siatk±
z ogrodzeniowego drutu pyszni siê
nieskromnie konstrukcja z umocowanych poprzecznie, zespawanych ze sob±
dwu rur. W miejscu z³±czenia
d³u¿szego
i krótszego kawa³ka
przytwierdzono wykonane w metalu wyobra¿enie
konaj±cego
Chrystusa. Wszystko podobnie do siatki nadwerê¿one
dzia³aniem
rdzy.
Poni¿ej
stóp Umêczonego
pó³ka
okaleczona zdekompletowan±,
plastykow±
falbank±,
na niej za¶
bukiet wyp³owia³ego
odpustowego kwiecia. Chabry i stokrotki pokryte zb³otnia³ym
kurzem, zmarnia³e,
zwiêd³e,
sponiewierane czasem i gustem instaluj±cego
je tam dekoratora.
Nad roz³o¿onymi
ramionami Zbawiciela blaszana wstêga
z trzema ciê¿kimi
od powagi s³owami:
BÓG HONOR OJCZYZNA.
Stali¶my
jaki¶
czas wpatrzeni w ów symbol Wiekuistego d¼wigaj±cego
na omdla³ych
ramionach honor naszej Ojczyzny widziany oczyma rodaków, którzy urz±dzili
przed swoim domem to przyuliczne miejsce kultu. Oczekuj±c
podobnego od przechodniów, sami zapewne pochylaj±
przed nim pokornie obna¿one
z nakrycia g³owy,
czyni±c
znak identyfikacji z przekonaniem, które owa konstrukcja ma symbolizowaæ.
Wiedzia³em,
¿e
nie zapomnê
przejmuj±cego
obrazu, ale - bardziej odruchowo ni¿
z potrzeby - postanowi³em
zanotowaæ
spostrze¿enie.
D³ugopis
mia³em
przy sobie, brakowa³o
kawa³ka
papieru.
Kilka kroków dalej zauwa¿y³em
tablicê
og³oszeniow±
z afiszem granego w jedynym tutejszym kinie amerykañskiego
filmu. Udar³em
kawa³ek
dolnego rogu jak raz starczaj±cego
na zapisanie kilku s³ów.
Przechodz±cy
akurat mê¿czyzna,
w wydawaæ
by siê
mog³o
nieodpowiednich nieco na bezdeszczowy dzieñ
wywiniêtych
pod kolanami gumowcach i utrzymuj±cy
pozycjê
we wzglêdnym
pionie g³ównie
dziêki
oparciu o zdezelowany i pozbawiony tylnego b³otnika
rower, spojrza³
na mnie z wyra¼nym
odcieniem pogardy, splun±³
ciê¿ko
i sykn±³
pod nosem: "Z miasta, kurwa, a chamstwo". Po czym, ryzykuj±c
upadek, zdj±³
beret, sk³oni³
siê
pobo¿nie
przed posesj±
i odzyskuj±c
równowagê,
poszed³
dalej w swoj±
stronê.
Rzeczywi¶cie,
odarty z prostok±tnej
symetrii afisz nie wygl±da³
szczê¶liwie.
Tempora mutantur. Czasy siê
zmieniaj±.
My widaæ
mniej.
Andrzej Niewinny Dobrowolski
Szwecja
http://www.relacjeonline.com/
|