Agnieszka Sadlakowska

 

 

Biznes

 

2006.11.23 Nasza Polonia

 

Poszed³em na sobotni targ, na rynek ko³o Pó³nocnego Kocio³a. By³ pogodny dzieñ .

- Cze¶æ Marek - odezwa³ siê nagle jaki g³os .

- Pablo ! - wykrzykn±³em - sk±d siê tu wzi±³e ?

- Przywioz³em ciê¿arowkê szkie³, nie wiesz, kto chce kupiæ ?

- Jakich szkie³ ?

- G³ównie kryszta³y .

- Pogadam z Carlo, on stoi zawsze w soboty ko³o kocio³a .

- No, to cze¶æ.

- Gdzie siê tak spieszysz?

- Spaæ. By³y kolejki na granicy, d³ugo stalem .

- Zadzwoñ jak wstaniesz .

- Dobra .

Agnieszka Sadlakowska
Foto Baciar

 

Pod kocio³em gra³ na akordeonie mê¿czyzna z warkoczem. W pewnej odleg³oci od niego formowali pó³okr±g Peruwiañczycy w têczowych chustach. Po przeciwleg³ej stronie rynku, na wolnej przestrzeni miêdzy straganami, stroi³ saksofon surinamski jazzman, którego zawsze warto by³o pos³uchaæ .

 

Dziewczyna w czarnej sukience ustawia³a na kozio³kach cymba³y, brodaty ch³opak obok niej wyjmowa³ skrzypce z futera³u: - "Oj, dyna dyna, przepi³o siê i teraz ni ma ..." - zanuci³ skocznie .


Rozgl±da³em siê dooko³a w poszukiwaniu Carla. Kupi³em kiedy u niego wisiorek z ró¿owego kwarcu dla Jane . Pogadalimy wtedy troche. Teraz chcia³em siê dowiedzieæ, jak idzie biznes, mo¿e za³atwiæ sprawê Pabla.


Ptasznik ustawia³ klatki z go³êbiami i z kanarkami. Dalszy widok zas³ania³a szafa z lustrem, w którym odbija³a siê sterta starych ubrañ na sprzeda¿, a nad wszystkim górowa³a ambona, przywieziona zapewne z jakiegos kocio³a. Krzes³a, zastawy sto³owe ustawiane wprost na dywanach rozes³anych na ziemi tworzy³y dalsza perspektywe miejsca, które przemierzalem co sobotê, choæ nie w poszukiwaniu przedmiotów do nabycia. Lubi³em ludyczn± atmosferê tego rynku .


Dostrzeg³em Carlo. W³anie rozk³ada³ rzeczy na straganie i zauwa¿y³em, ¿e siê przekwalifikowa³. Nie mia³ ¿adnych kamieni, szlachetnych, ani pó³szlachetnych. Wyci±ga³ z worków wiklinowe obrêcze ró¿nej wielkoci, oplecione siatkami z piórkami, kamykami i koralikami. Ucieszy³ siê na moj widok .

- To s± ³apacze snów . Wiesza siê je nad ³ó¿kiem. Indiañskie - objani³.

- Sprowadzasz z Ameryki ?

- Nie, sam robiê. S±siad jest Indianinem, Pokaza³ mi ró¿ne ciekawe rzeczy, ma³o tu znane .

- Ludzie to kupuj± ? - zainteresowa³em siê.

- Ró¿nie - rzek³ wymijaj±co Carlo - zapalisz ?

Zacza³ nabijaæ co, co wygl±da³o jak fajka pokoju. Poczu³em s³odki, korzenny zapach .

- Nie palê, niestety - odpowiedzia³em zgodnie z prawd±.

Chcia³em siê konkretnie dowiedzieæ, ile kosztuje wynajêcie straganu na targowisku, ale Carlo jakby odp³yn±³, zapatrzy³ siê w niebo ponad dachówkami kamienic, zaj±³ czym innym. Nie chcia³em mu przeszkadzaæ. Nie chcia³em te¿ odej¶æ.


Po d³uzszej chwili Carlo ockna³ siê. Wtedy zagadna³em: - s± szk³a do sprzedania, kolega przywióz³.

- Niech przyniesie, postawi siê, zobaczymy, jak id± - kiwna³ g³ow± Carlo .

- Powiem mu .

 

Udalo mi siê co osi±gn±æ; gdyby Carlo i Pablo siê dogadali, mo¿e by siê da³o ³apaæ sny w krysztaly .

 

Amsterdam , 2006.

 

Agnieszka Sadlakowska