Czym jest szczê¶cie?

2008.02.17 Nasza Polonia

 

Dyskutowalimy ostatnio w gronie znajomych o naszych ludzkich zachowaniach, w szczególnoci o sta³ym i usilnym d±¿eniu do szczê¶cia. Szczê¶cia, które mamy osi±gn±æ w wiecie, gdzie kolorowe czasopisma decyduj± za nas, jak mamy wygl±daæ i w co siê ubieraæ, a media karmi± nas papk± gotowych opinii przyprawion± do smaku galaretk± atrakcyjnych argumentów. W wiecie, gdzie to, co powiedzia³ X, co uwa¿a Y czy jakie zdanie na ten sam temat ma Z, staje siê orkanem zwalczaj±cych siê pogl±dów, nie dziwne wiêc, ¿e chwilami czujemy siê jakby nieco... zagubieni.

Fakt, ¿e miliony pokoleñ przed obecnym zamieszkiwa³o nasz± planetê, czyni ³atwiejszym zrozumienie, ¿e wszystkie pytania doczeka³y siê odpowiedzi. Nie wiadomo tylko, kto dysponuje pe³nym zestawem rozwi±zañ: Nasi nauczyciele, Cosmopolitan, Bóg czy mo¿e mój kot?


Pozwolê sobie na zdecydowanie odwa¿ne i obrazoburcze wrêcz stwierdzenie: Rozwi±zania, odpowiedzi s± ogólnie dostêpne. Znamy je wszyscy. Ty je znasz, ja znam, ¿e nie wspomnê o kocie.


A wiêc czym jest szczê¶cie? Jeden z filozofów okreli³ je mianem "produktu ubocznego" powstaj±cego w sytuacji, gdy kto poprawnie i z satysfakcj± wykonuje jak±¶ czynno¶æ lub spe³nia powierzon± mu rolê. Mo¿e to byæ oddanie okazywane wspó³ma³¿onkowi, bycie dobrym pracownikiem czy pilnym uczniem. Szkopu³ tylko w dokonaniu oceny, kiedy jestemy wystarczaj±co dobrzy? Sk±d ma siê wiedzieæ, kiedy jest siê oddanym ma³¿onkiem, doskona³ym pracownikiem, pilnym uczniem? Niestety droga do osi±gniêcia tej wiedzy bywa d³uga, bolesna i okupiona spor± doz± stresu, jako ¿e szczê¶cie nie jest jedynym "produktem ubocznym" w procesie spe³niania w³asnych ambicji. Zdarza siê, ¿e oddanie okazywane przez partnera brane jest za oczywisto¶æ, woli doskona³ego wykonywania pracy przeciwstawia siê zmêczone cia³o, a pilny uczeñ dowiadcza nerwowej zapaci i rozgl±da siê za pociech± w niekoniecznie dozwolonych preparatach.


Jednoczenie naukowcy po bezsennych nocach spêdzonych w laboratoriach donosz± nam z dum±, ¿e szczê¶cie to nic innego, tylko szczególne hormony, tak zwane endorfiny uwalniane w organizmie wskutek dzia³ania okrelonych bod¼ców. Czy tylko mnie przechodz± ciarki, kiedy s³yszê podobne s³owa?

(Zgadzam siê na zarzut postradania zmys³ów, mo¿na mnie oskar¿yæ o bujanie w ob³okach, mo¿na odrzuciæ precz czytany w³anie tekst i przynie¶æ z pó³ki encyklopediê... ja jednak odmawiam dania wiary naukowcom. Nie przyjmujê do wiadomoci zmiany adresu szczê¶cia, którym dot±d by³o serce, a teraz maj± byæ miejsca styku zakoñczeñ aksonów b³ony presynaptycznej z postsynaptyczn±, czyli synapsy.)

Mimo trwaj±cych wieki usilnych d±¿eñ filozofów do ustalenia definicji szczê¶cia, jedyne, co uda³o siê im ustaliæ, to to, ¿e nie da siê go zdefiniowaæ. Moje w³asne studia, rozmylania i poszukiwania te¿ spe³z³y na niczym, wiêc nie maj±c wyboru, muszê zaakceptowaæ wnioski filozofów. Szczê¶cie wydaje siê tak wysoce indywidualnym fenomenem, ¿e wszelkie próby jego systematyzacji musz± koñczyæ siê fiaskiem.

W filmach, w ksi±¿kach, w baniach szczê¶cie przedstawiane bywa tak romantycznie, a jego aspekty wyolbrzymiane zostaj± do takich rozmiarów, ¿e czêsto wydaje siê ono nieosi±galne. Codziennie s³yszy siê wyra¿enie "happily ever after", które przez czêste powtarzanie wprogramowane zosta³o do naszej wiadomoci. Czy wobec tego nieuzasadnionym jest moje zdziwienie iloci± rozwodów osi±gaj±cych szczyty statystycznych notowañ? Myla³am nad tym wiele, dochodz±c do wniosku, ¿e to prawdopodobnie tutaj le¿y pies pogrzebany. Odnoszê wra¿enie, ¿e szczê¶cie nie jest stanem permanentnym trwaj±cym od pewnego momentu do koñca ¿ycia i na zawsze; nie istnieje próg, po przekroczeniu którego rozpociera siê rajski ogród, happyland. Przeciwnie, szczê¶cie pojawia siê w ma³ych porcjach wskutek najbardziej niepozornych, szarocodziennych zdarzeñ; jest obecne wokó³ nas, w powietrzu, którym oddychamy i przestrzeni, w której ¿yjemy. Dowcip le¿y w tym, by je dostrzec, poczuæ jego obecno¶æ, umieæ otworzyæ siê na nie i przyj±æ do serca jak swoje.


Koñcz±c, drogi Czytelniku, chcia³abym zacytowaæ jedno zdanie z mojego w³asnego podrêcznika ¿ycia z podanymi na koñcu rozwi±zaniami zadañ.

Na temat szczê¶cia mo¿na tam przeczytaæ, ¿e nie przychodzi ono do cz³owieka na podobieñstwo szerokiej fali rozlewaj±cej siê na piaszczystej pla¿y; nie - szczê¶cie bierze nas w swe ramiona w chwili, kiedy decydujemy siê na uczynienie go widocznym.

 

Bella Papadopoulou Dobrowolska

T³umaczenie ze szwedzkiego AND