Gazeta Wyborcza >  Artykuły

Najlepsze uczelnie dostan± więcej

 

Rozmawiała Aleksandra Pezda 2008.02.14 10:18 Gazeta Wyborcza

 

Rozmowa z prof. Barbar± Kudryck± minister nauki i szkolnictwa wyższego

 

więcej zdjęć

 

ZOBACZ TAKŻE

SERWISY

Aleksandra Pezda: Zaniedziała kadra naukowa, przestarzały sprzęt, słabe możliwoci awansu - taka jest diagnoza stanu polskich uczelni opracowana przez socjologów Collegium Civitas pod egid± Komitetu na rzecz Rozwoju Nauki Polskiej. Co pani z tym zrobi?

Prof. Barbara Kudrycka: Wprowadzę zmiany, inaczej przez otwarte granice uciekn± nam studenci. Tyle że nikt na ich miejsce nie przyjedzie, bo na wielu polskich uczelniach z angielskim rzekomo jako językiem wykładowym tylko czę¶ć zajęć prowadzona jest po angielsku. Zbyt mało wykładowców język ten zna.

Podobne do naszych problemy maj± także uczelnie niemieckie czy francuskie. Też przestały być konkurencj± na rynkach wiatowych, dlatego od pewnego czasu s± tam wprowadzane reformy. U nas też potrzebne.

Chcę m.in. wyodrębnić najlepsze kierunki na najlepszych uczelniach i szczególnie je dofinansować. Naukowcom z tych uczelni postawię wyższe wymagania i wprowadzę zasadę, by mogły zatrudniać profesorów z zagranicy. To pobudzi ferment intelektualny na najwyższym poziomie.

Przecież i dzi można sprowadzać naukowców na wykłady.

- Tak. Natomiast żaden wybitny naukowiec z zagranicy nie przyjedzie pracować za polsk± pensję. Dlatego szukam sposobów, by dofinansować uczelnie.

Sk±d te pieni±dze?

- Na infrastrukturę badawcz±, na projekty czy na badania mamy przecież ponad 4 mld euro z trzech unijnych programów operacyjnych do wydania do 2013r.

Jak pani minister wybierze te uczelnie flagowe?

- Warto¶ć konkretnego kierunku studiów jest prosta do ustalenia - to dorobek kadry, innowacyjno¶ć dydaktyki i jako¶ć badań.

Niektóre dane, np. liczba i jako¶ć publikacji kadry, s± znane resortowi. Zlecę ekspertom ich weryfikację. Reszt± powinna się zaj±ć Państwowa Komisja Akredytacyjna. Teraz Komisja skupia się tylko na tym, żeby wykluczyć najgorsze kierunki. Czemu nie miałaby tworzyć rankingu najlepszych?


Komisja powinna ocenia
ć kierunek studiów również na podstawie m.in. jakoci prac pisanych przez studentów, bo to włanie wiadczy o poziomie dydaktyki. Nie można brać pod uwagę tylko kwestii formalnych, czy jest spełnione minimum kadrowe i programowe, oraz ile było publikacji. Innowacyjno¶ć uczelni nie może polegać tylko na lepszym zarz±dzaniu, ale też na innowacyjnoci programowej.

Jak Komisja sobie z tym poradzi? ¦rodowisko profesorskie jest nastawione negatywnie. Aż huczy, że mianowała pani do Komisji doktorów bez nazwiska i dorobku.

- Czyli z jednej strony chcemy przeciwdziałać kumoterstwu w nauce i żeby młodzi pracownicy, czyli doktorzy, mieli co do powiedzenia, a z drugiej - mamy stabilizować obecny system? Doktor też potrafi ocenić, który kierunek studiów jest realizowany na tyle kiepsko, że trzeba go zamkn±ć.

Dlatego umieciłam w Komisji m.in. osoby, które może nie maj± jeszcze rewelacyjnego dorobku naukowego, ale za to kształciły się za granic± i znaj± inn± metodykę pracy ze studentami. Jednak kierownikami poszczególnych zespołów oceniaj±cych kierunki w Komisji będ± naukowcy z większym dowiadczeniem.

¦rodowisko było zbulwersowane raczej tym, że wprowadziłam do Komisji przedstawicieli uczelni niepublicznych. A ja uważam, że te same standardy trzeba stosować w ocenie uczelni publicznych i niepublicznych. I na jednych, i na drugich s± kierunki słabe, s± i dobre. Komisja ocenia uczelnie z obu sektorów, więc oba powinny być w niej reprezentowane.

Chce pani też zaangażować naukowców z PAN do intensywnej pracy dydaktycznej na uczelniach. Jak ich zmobilizować?

- Zaoferuję większe pieni±dze, np. z funduszy unijnych - mamy tam blisko miliard euro na tzw. projekty miękkie, z których można finansować m.in. studia doktoranckie. Zależy mi na tym, żeby najlepsi nasi naukowcy na kierunkach flagowych prowadzili elitarne studia doktoranckie. Żeby nie rozdrabniali swego potencjału na zajęcia w uczelniach zawodowych.

Chciałabym, żeby doktoranci również otrzymywali godne stypendia. Wówczas na pewno stworzymy szanse wykreowania wybitnych uczonych, ale wobec nich będziemy też mieli większe wymagania zwi±zane z prac± badawcz±, np. więcej publikacji w najlepszych pismach wiatowych, tak bymy mogli powiedzieć: to s± nasze najlepsze uczelnie, to s± nasi najlepsi studenci i z nimi będziemy konkurować ze wiatowej sławy uczelniami.

A jeli wybrany kierunek nie utrzyma kursu?

- To straci status kierunku flagowego.

Co z pozostałymi uczelniami?

- Cóż, niew±tpliwie uczelnie flagowe wykreujemy trochę ich kosztem, ale pozostan± jako ważny element rynku naukowo-edukacyjnego. Pełniłyby rolę dydaktyczno-naukow±, bowiem oczywicie musz± też dalej prowadzić badania i zabiegać o studentów. Jednak oczekiwania wobec jakoci badań i publikacji będ± inne, nie trzeba będzie np. mieć publikacji w cenionych na wiecie pismach.

Zmieni pani cieżkę kariery naukowej?

- Nie chodzi o to, żeby j± zmieniać. Masowo¶ć studiowania obniżyła poziom doktoratów, więc habilitacja nadal jest pierwszym poziomem, który wskazuje na samodzielno¶ć naukow± pracownika.

Chciałbym natomiast wprowadzić kadencyjno¶ć stanowisk w zakładach i katedrach, ale limitowan±. Będziemy też dyskutować o możliwociach zlikwidowania zasady, że tylko profesor tytularny może być kierownikiem katedry. Zleciłam już Radzie Nauki weryfikację systemu punktacji za publikacje naukowe, tak żeby publikacje w pismach cenionych na wiecie były szczególnie wysoko oceniane.

Ciekawe jest to, że przedstawiciele studentów podczas konferencji zorganizowanej przez mój resort domagali się niedawno, by do prowadzenia wykładów dopucić magistrów. Twierdz±, że dobry, komunikatywny magister może ich więcej nauczyć niż niejeden profesor. Przy czym nie uważam oczywicie, że wszyscy profesorowie s± złymi dydaktykami.

Więc dopuci pani magistrów do wykładów?

- Jednak nie. Ale doktorów - czemu nie? Na przykład w wyższych szkołach zawodowych. Wykładaj± tam profesorowie dojeżdżaj±cy z uczelni w dużych miastach i swoje wykłady często traktuj± tam jak dopust boży. Czemu ich nie odci±żyć? Mam więc nadzieję, że uda się obniżyć kryteria wymaganej liczby samodzielnych pracowników naukowych dla uczelni licencjackich, których zdaniem jest przygotowywanie do pracy zawodowej. Chcę też zwiększyć udział praktyków w zajęciach dydaktycznych w takich uczelniach.

I ograniczyć wieloetatowo¶ć?

- Teraz nie możemy tego zrobić, bo mamy za mało kadr, ale mam nadzieję, że w końcu dobre uczelnie zaczn± tę zasadę stosować. Zreszt± zmusi nas do tego niż demograficzny.

Będ± płatne studia?

- Obecnie w Polsce mamy i tak mieszany system, bo w uczelniach państwowych studenci płac± na studiach zaocznych, a znowu studenci uczelni prywatnych otrzymuj± fundusze z budżetu państwa na stypendia socjalne i naukowe. Zespół ds. reform będzie zastanawiać się nad tym problemem. Dyskusję na ten temat rozpoczęli zreszt± sami rektorzy uczelni publicznych.

Jak pani do tego przekona polityków? Wszystkie ugrupowania polityczne s± przeciw.

- Już OECD zwróciło nam uwagę, że obecny system nie jest sprawiedliwy. Bo większo¶ć i tak płaci za studia. Ci na tzw. bezpłatnych studiach stacjonarnych płac± za życie w dużym akademickim miecie.

A studenci zaoczni i wieczorowi za ciężkie pieni±dze dostaj± usługę gorsz± jakociowo: mniej zajęć, ze zmęczonymi po zajęciach na studiach dziennych wykładowcami i dostęp do bibliotek "przetrzebionych" przez studentów stacjonarnych. Po to prowadzimy tak szerokie konsultacje w rodowisku akademickim, aby wybrać rozwi±zanie najlepsze.

***

Czekamy na Wasze opinie i komentarze: listydogazety@gazeta.pl

¬ródło: Gazeta Wyborcza