|

źródło:
AFP
Donald
Tusk z prezydentem George'm W. Bushem

źródło:
AFP
Konferencja
Tusk-Bush

zródlo:
AFP
Szef MSZ, Radosław Sikorski i sekretarz stanu Condoleeza Rice
+zobacz
więcej
|
Jak
mówią polskie źródła dyplomatyczne, Amerykanie ostatecznie zaakceptowali
podczas tej wizyty nasze spojrzenie na sprawę tarczy, czyli to,
że - jak podkreślał Tusk - "sama tarcza nie zwiększa bezpieczeństwa
Polski". Premier powiedział, że Warszawa podpisze umowę, tylko gdy
będzie miała stuprocentową pewność, iż będziemy w jej wyniku bezpieczniejsi.
-
To, co nazwałbym przełomem, to moje wewnętrzne przekonanie, że pan
prezydent osobiście i strona amerykańska dzisiaj bardzo precyzyjnie
rozumieją nasze oczekiwania i - jeżeli mogę tak powiedzieć - akceptują
nasz punkt widzenia, jeśli chodzi o zasady współpracy w tej kwestii
- oświadczył Tusk.
Politycy rozmawiali też o drażliwej sprawie zniesienia wiz dla Polaków.
Polski premier odpowiedział, że rozumie problemy proceduralne z
tym związane, i dał do zrozumienia swemu gospodarzowi, iż jest to
w coraz większym stopniu problem amerykański, a nie polski. Według
Tuska Bush zapowiedział "z serdeczną determinacją", że osobiście
dopilnuje, by Polska jak najszybciej została włączona do programu
bezwizowego, gdy tylko spełnioną zostaną wymogi formalne (obowiązuje
próg 10 procent odmów wizowych, który na razie nasz kraj przekracza).
Zanim doszło do spotkania w Białym Domu, polski premier rozmawiał
- jak większość polskich polityków, którzy przyjeżdżają tu z wizytą
- z profesorem Zbigniewem Brzezińskim. Podczas wspólnego śniadania
w hotelu Hay Adams naprzeciwko Białego Domu Tusk wysłuchiwał opinii
byłego doradcy prezydenta Cartera o dwustronnych negocjacjach oraz
innych istotnych dla naszej polityki bezpieczeństwa kwestiach.
W
niedzielę polski premier miał w programie tylko jedno spotkanie:
z przedstawicielami Polonii. Prosto z lotniska w Nowym Jorku pojechał
do restauracji Polonaise Terrace na Greenpoincie, gdzie wraz z ministrem
spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim został przyjęty uroczystą
kolacją przez polonijne elity. Specjalnie na tę okazję z Chicago
przyleciał szef Kongresu Polonii Amerykańskiej Frank Spula.Premier
zapewnił Polonusów, że nasz kraj "nie będzie frajerem" w rozmowach
o tarczy z Amerykanami, chociaż nie ma też zamiaru zachowywać się
wrogo wobec naszych sojuszników.
Po południu Tusk miał wrócić do Nowego Jorku, gdzie przed odlotem
do kraju przewidziano spotkanie z sekretarzem generalnym ONZ Ban
Ki Munem i przedstawicielami największych amerykańskich organizacji
żydowskich.
Potem premier miał wrócić do Polski - znowu samolotem rejsowym LOT,
mimo incydentu, do którego doszło w drodze do USA. Jak podał "Dziennik",
w niedzielę - gdy boeing z premierem Tuskiem leciał nad Atlantykiem
- do biura LOT w Nowym Jorku zadzwonił anonimowy rozmówca, który
poinformował, że w samolocie jest sześciokilogramowa bomba. Pokład
przeszukali polscy oficerowie BOR i amerykańskie służby, jednak
nie odnaleźli ładunku wybuchowego. - Wcześniej, zanim premierem
został Donald Tusk, otrzymywaliśmy tego typu telefony podczas różnych
uroczystości. Pierwszy raz tego typu alarm dotyczył jednak samolotu
- powiedział "Rz" rzecznik prasowy BOR Dariusz Aleksandrowicz. Dodał,
że śledztwo prowadzą Amerykanie przy współudziale polskich służb
odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.
|