|
Gazeta
Wyborcza >
Artyku³y
Nasza
kosztowna zabawa w wolno¶ę
Seweryn
Blumsztajn "Gazeta Wyborcza" 2008.03.08 11:41 Gazeta Wyborcza

Czytaę
o sobie w gazetach tyle obrzydliwo¶ci
- to by³o traumatyczne przeæycie.
Gdzie¶ we mnie zapad³y
te inwektywy i zadecydowa³y
o moim losie. Ca³e moje pó¼niejsze
æycie by³o
prób± pokazania, æe
to nieprawda
|

+ Fot.
Archiwum rodzinne
ZOBACZ
WIDEO
Jan Litynski o Marcu 68 cz. 2
Jan Litynski o Marcu 68 cz. 3
Jan Litynski o Marcu 68 cz.1
SERWISY
Marzec
'68
|
Zobacz
koniecznie pisany
na blogu dziennik komandosa z 1968 roku oraz niepublikowane zdjźcia i relacje
uczestników Marca.
To by³ chyba juæ
marzec 1969 r. Jednego dnia wszystkich niemal skazanych za "wydarzenia
marcowe 1968" wywoæono
z aresztu na Rakowieckiej do wiźzień
karnych. Uda³o mi siź,
jecha³em w suce z Jackiem
Kuroniem, on do Wronek, ja dalej do Potulic. Nie widzieli¶my
siź równo rok, za nami
by³o ¶ledztwo,
proces, wyroki. Pamiźtam,
jak dzi¶ jedno z pierwszych
zdań, jakie pad³y,
juæ nawet nie wiem, czy
bohatera filmu "Grek Zorba", pierwszy zacytowa³
Jacek czy ja: "Jaka piźkna
katastrofa".
Nie chodzi³o o to, æe
by³a piźkna,
ale æe niespodziewanie
duæa.
Nikomu z nas, kilkunastu osób, które podejmowa³y
decyzjź o wiecu 8 marca
na dziedzińcu Uniwersytetu
Warszawskiego, ani z szerszego ¶rodowiska
uczestnicz±cego w wydarzeniach,
które do wiecu doprowadzi³y,
nie przysz³o nawet do
g³owy, æe
wydarzenia mog± nabraę
takiej skali. Nikt nie spodziewa³
siź tak brutalnej pacyfikacji
wiecu ani tym bardziej protestów studenckich we wszystkich o¶rodkach
akademickich. Zmasowana antysemicka kampania i emigracja tysiźcy
ludzi - to by³o w ogóle
nie do pomy¶lenia.
|
W historii Polski wiele razy m³odzi
ludzie chcieli podpalię kraj,
w 1968 roku w wielu krajach m³odzieæ
chcia³a podpalię
¶wiat, ale my? My o tym nawet
nie my¶leli¶my.
Nie czuli¶my siź
jak podchor±æowie w listopadow±
noc. Nie chcieli¶my tego wiecu,
wiedzieli¶my, æe
to jest nasz ostatni akt protestu, nic wiźcej
zrobię nie moæemy.
Wiedzieli¶my teæ,
æe wiec to przekroczenie niepisanego
tabu - tego nam juæ nie daruj±.
Tylko æe nie mieli¶my
innego wyj¶cia. Dwóch z nas
- Adama Michnika i Henryka Szlajfera - relegowano z Uniwersytetu, nie
mogli¶my ich przecieæ
oddaę bez walki.
Czy wierzyli¶my,
æe
w³adza
siź
cofnie? Chyba nie. Nie przypominam sobie æadnych
rozwaæań,
co dalej, jak siź
mog±
potoczyę
wypadki. Spierali¶my
siź,
czy na wiec przyjdzie sto osób, czy piźęset.
Ale co bździe
po wiecu? Nie pamiźtam.
Nawet Jacek Kuroń,
który zawsze gotowy by³
ci wyt³umaczyę,
æe
rewolucja jest tuæ-tuæ,
i wiedzia³,
kiedy i jaki oddzia³
klasy robotniczej siź
zbuntuje - nawet on nie wiedzia³,
co dalej, i nie wieszczy³
rewolty ca³ej
m³odzieæy
akademickiej. By³
tylko pewien, æe
wsadz±
jego i Karola Modzelewskiego (obaj
byli na zwolnieniu warunkowym).
Bardzo to by³o
m³odzieńcze,
niezbyt m±dre
i odpowiada³o
wszystkim polskim powstańczym
stereotypom: larum graj±,
to siź
idzie w bój. A pisali potem w prasie,
æe
to sami Æydzi.
***
Komandosi,
grupka m³odzieæy
na Uniwersytecie Warszawskim, nazwana tak przez pierwszego sekretarza
komitetu uczelnianego PZPR Andrzeja Jezierskiego, bo robili - jak mówi³
- desanty na róæne publiczne
spotkania i debaty. Zadawali trudne pytania, pyskowali o Katyniu, pakcie
Ribbentrop-Mo³otow, procesach
moskiewskich. Próbowano komandosom robię
dyscyplinarki i wyrzucię z uczelni,
ale broni³a ich liberalna profesura.
No i skończy³o
siź protestem po zdjźciu
"Dziadów" i wiecem na UW.
To komandosi byli g³ównymi bohaterami
marcowej prasy, kwintesencj±
z³a, emisariuszami ¶wiatowego
syjonizmu, wrogami Polski i socjalizmu.
Wed³ug klasyków marcowej publicystyki
Ryszarda Gontarza, Marii Osiadacz czy Aliny Reutt, komandos by³
dzieckiem komunistycznego dygnitarza, chodzi³
do ekskluzywnej ¶ródmiejskiej
szko³y i mieszka³
w okolicy ulicy Koszykowej i alei Przyjació³.
"W dzieciństwie ogl±dali
¶wiat przez szyby s³uæbowych
samochodów swoich ojców" - pisa³
Gontarz.
Komandos by³ teæ
Æydem. Najlepszym dowodem oczywi¶cie
by³o kilka ewidentnie æydowskich
nazwisk, takich jak moje czy Józka Dajczgewanda, ale wystarczy³o
niewyra¼ne imiź
babci, Róæa na przyk³ad.
Komandos gardzi³ patriotyczn±
tradycj±. Wiźc
teæ jego zaangaæowanie
w obronie Dziadów by³o cyniczn±
manipulacj±.
I wreszcie, swoj± obco¶ę
polskiemu narodowi komandos udowodni³
ostatecznie, uciekaj±c, kiedy
juæ narozrabia³,
czyli emigruj±c.
Ten stereotyp komandosa pracowicie ilustrowa³a
prasa marcowa i polityczni przywódcy w przemówieniach. Przywo³ywano
nazwiska dzieci by³ych czy aktualnych
partyjnych dygnitarzy, które z nami nic nie mia³y
wspólnego lub nawet nie bardzo by³y
dygnitarskie, ale za to æydowskie.
Opisywano nasz rozpustny tryb æycia,
na przyk³ad æe
Ewa Zarzycka na socjologicznym zje¼dzie
"gasi³a papierosy w dæemie".
Z opowie¶ci o bananowej m³odzieæy
(banan symbol luksusu w PRL) najciekawszy by³
reportaæ o Teresie Boguckiej
(przyzwoita katolicka rodzina) i Wiktorze Góreckim (u niego z pochodzeniem
rasowym jest gorzej), jak poszli na wźdrówkź
w Bieszczady z osio³kiem (nie
pamiźtam juæ,
jak go zdobyli). Tym weso³ym
historyjkom towarzyszy³y obelgi,
inwektywy, oskaræenia.
Ze stereotypem trudno polemizowaę,
bo zawsze jest w nim ¼d¼b³o
prawdy. Tak, to by³a elitarna
m³odzieæ,
w wiźkszo¶ci
dzieci warszawskiej inteligencji. Pytania typu "czy rz±dz±ca
w krajach socjalistycznych nomenklatura jest juæ
klas± spo³eczn±,
czy tylko warstw±" interesuj±
tylko elitarn± m³odzieæ.
Chyba zawsze i wszździe tak
by³o.
By³y teæ
¶ródmiejskie licea i dobre adresy,
chociaæ w trakcie kolejnych
politycznych awantur na UW ¶rodowisko
komandosów bardzo siź rozszerza³o,
na przyk³ad o grupź
z akademika na Kickiego pod wodz±
Józka Dajczgewanda.
Czy duæo by³o
Æydów? W czasach, kiedy powaæni
ludzie licz± Æydów
w powojennej bezpiece, nie unikniemy odpowiedzi na to fundamentalne pytanie.
By³o duæo.
Moæe nie tak duæo,
jak wtedy pisano, ale byli. Jeden, Józek Dajczgewand, nawet zna³
jidysz, bo chodzi³ w £odzi
do æydowskiej szko³y.
Nie bźdź
liczy³, bo nie chcź
i nie wiem nawet jak. Wielu z nas nie bardzo siź
z tym æydostwem utoæsamia³o.
Tu kaædy przypadek jest inny
i tylko kryteria rasowe s± jasne
i proste.
Nie warto teæ przekonywaę
nikogo, æe byli¶my
polskimi patriotami. Nasz patriotyzm by³
na pewno lepszej próby niæ tych,
którzy o jego brak nas oskaræali.
Natomiast prawd± jest, æe
byli¶my lewicowi. Niektórzy
z przedwojennych komunistycznych domów, inni, bo byli wychowankami Jacka
Kuronia z czerwonego harcerstwa, a wiźkszo¶ę
dlatego, æe to by³
jedyny jźzyk rozmowy o spo³eczeństwie,
jaki znali¶my. Nasze uniwersytety
by³y marksistowskie i nasi mistrzowie
uwaæali siź
za marksistów. Taki by³ czas
i takie by³y lektury. Marcowe
pa³ki i wyroki przyspieszy³y
nasz± ucieczkź
od marksizmu, z lewicowo¶ci
niektórzy nie wyleczyli siź
nigdy. W dodatku symbolikź narodow±
i towarzysz±cy jej jźzyk
zaw³aszczyli wtedy moczarowcy,
wiźc my¶my
siź do takich symboli odwo³ywali
ostroænie. Na tym zreszt±
poleg³a frajda walki o "Dziady",
æe mogli¶my
przeciwko moczarowcom wyci±gn±ę
narodowy sztandar.
***
To jednak by³o
do¶ę
traumatyczne przeæycie
- czytaę
o sobie w gazetach tyle obrzydliwo¶ci.
A w dodatku z tych nielicznych kawa³ków
drukowanego s³owa,
które dociera³y
do celi, usi³owa³em
wyczytaę
wysoko¶ę
mojego wyroku. Gdzie¶
we mnie zapad³y
te inwektywy na mój temat i zadecydowa³y
o moim losie. Ca³e
moje pó¼niejsze
æycie
by³o
w³a¶ciwie
prób±
pokazania, æe
to nieprawda.
Pierwsze piźę
lat mojego æycia
mieszkali¶my
we Wroc³awiu,
ojciec by³
dyrektorem fabryczki win owocowych, czyli jabcoków. Mia³
s³uæbowy
samochód i czasem zim±
podrzuca³
mnie do przedszkola. Nigdy potem nie mia³
juæ
s³uæbowego
samochodu, pracowa³
jako chemik przy materia³ach
wybuchowych, ale ja w czasie procesu okropnie siź
denerwowa³em,
æe
mi ten samochód wyci±gn±.
Udowodni±,
æe
jednak "ogl±da³em
¶wiat
przez szyby...". Potem tak juæ
by³o
zawsze. Nie wyemigrowa³em
po wyj¶ciu
z wiźzienia
z wielu powodów, ale teæ
dlatego, æe
nie bździe
mi mówi³
jaki¶
Gomu³ka,
czy jestem Æydem,
czy Polakiem. Zawsze kiedy mnie wsadzano w czasach Komitetu Obrony Robotników
i usi³owano
przes³uchiwaę,
mia³em
ochotź
powiedzieę
esbekowi: no to porozmawiajmy teraz o Æydach,
prawdziwych patriotach i obrońcach
interesów klasy robotniczej. I kiedy postanowi³em
wracaę
z Paryæa
do Polski w 1985 r., to teæ
mia³
byę
taki postmarcowy gest: proszź,
tylu z kraju ucieka, a jeden syjonista wraca.
Nigdy o to nie pyta³em
moich przyjació³,
ale mia³em
wraæenie,
æe
oni teæ
ca³e
æycie
zmagaj±
siź
z tamtymi, powielonymi w setkach tysiźcy
egzemplarzy gazet i powtarzanymi na tysi±cach
wieców obelgami. Te wszystkie pó¼niejsze
heroiczne biografie komandosów: Kuroń,
Modzelewski, Michnik, Lityński,
Toruńczyk,
Bogucka, Sawicki i wielu innych. Szli przez KOR, "Solidarno¶ę",
stan wojenny, internaty, wiźzienia,
konspirź.
Musieli mieę
wci±æ
w tyle g³owy,
co o nich pisano w marcu '68.
To zreszt±
jako¶
wraca. Stworzony przez marcowych propagandzistów stereotyp komandosa,
który wprawdzie walczy z komun±,
ale jest w³a¶ciwie
kwintesencj±
æydokomuny,
okazuje siź
uæyteczny
i w wolnej Polsce. A to prawicowy kwartalnik opublikuje zeznania sprzed
ponad 30 lat jednego z aresztowanych w marcu '68 o bananowej m³odzieæy
ze ¶ródmiejskich
liceów, a to w jednej z gazet ukaæe
siź
reportaæ
o alei Przyjació³
z Adamem Michnikiem w roli g³ównej,
czy wreszcie pan premier powie co¶
o rodzicach z KPP twórców "Gazety Wyborczej".
Lewicowy
ton marcowych rezolucji studenckich, komunistyczni rodzice wielu czo³owych
komandosów uwieraj± dzi¶
polsk± prawicź,
tak jak przeszkadza jej ogromna rola komunistycznych dysydentów i ludzi
lewicy w ca³ej historii oporu
przeciw komunizmowi - od Pa¼dziernika
'56 do "Solidarno¶ci".
Marcowy obraz komandosów jako dzieci czerwonej buræuazji,
które je¶li wyst±pi³y
przeciw w³adzy, to tylko dlatego,
æeby poprzeę
jednych komunistów przeciw drugim - to prawicy pasuje.
***
M³odzieæ
wiecowa³a na uczelniach. Protestowa³a
przeciwko k³amstwom prasy, cenzurze,
biciu kobiet przez ORMO. Mówili o socjalizmie, ale chcieli, æeby
by³o wiźcej
wolno¶ci. Gdy wychodzili na
ulice, pa³owano ich.
Stopniowo SB wy³apywa³o
wybieranych na wiecach cz³onków
komitetów studenckich. Relegowano ich z uczelni, brano do wojska, wyrzucano
z pracy solidaryzuj±cych siź
ze studentami naukowców. W końcu
marca dogorywa³y juæ
strajki okupacyjne na uczelniach - ostatnia broń
studentów. By³o juæ
w³a¶ciwie
po wszystkim.
Od pocz±tku by³o
jednak widaę, æe
inteligencka rewolta to co najwyæej
tylko pretekst dla partii, æeby
za³atwię
swoje sprawy. Prasa i telewizja opowiada³y
o zupe³nie innej rzeczywisto¶ci.
O syjonistycznym zamachu stanu i o dzieciach by³ych
stalinowców æydowskiego pochodzenia,
które wyprowadzi³y polsk±
m³odzieæ
na ulicź, by przej±ę
w³adzź
w interesie Izraela. Na wielotysiźcznych
wiecach za³ogi zak³adów
pracy uchwala³y rezolucje z
poparciem dla Towarzysza Wies³awa.
Transparenty postulowa³y: "Studenci
do nauki", "Pisarze do piór" i ten najs³ynniejszy
"Syjoni¶ci do Syjamu".
W kaædym miasteczku, w kaædej
wiźkszej, a czźsto
i mniejszej instytucji trzeba by³o
znale¼ę jakiego¶
Rozenkranca i na otwartym i obowi±zkowym
dla wszystkich zebraniu partyjnym potźpię
go za sprzyjanie syjonizmowi, a potem wyrzucię
z pracy. Gdy brak³o syjonistów,
brano dowolnego inteligenta, najlepiej o obco brzmi±cym
nazwisku.
Wszystko to by³o ponurym teatrem
absurdu. Szczególnie oskaræenia
o syjonizm czy o sprzyjanie Izraelowi w wojnie z Egiptem. Kto¶
niedawno przypomnia³ dowcip
z tamtego czasu:
- Czy wiesz, jak pisze siź syjonista?
- Nie jestem pewien, ale przed wojn±
pisa³o siź
przez æ z kropk±
I ci przedwojenni oenerowcy z Paksu, którzy znowu poczuli wiatr w æagle
i publikowali apele z gor±cym
poparciem narodowego stanowiska Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Zrobi³o siź
wyj±tkowo paskudnie, wiźc
ludzie zaczźli uciekaę.
"Batory" w trakcie wycieczkowych rejsów przesta³
zawijaę do portów, bo wszyscy
wysiadali. Inny marcowy dowcip:
- Kto zostanie w Polsce, kiedy otworz±
granice?
- Kilku wahaj±cych siź
Æydów.
O tym wszystkim naczyta³em siź
i nas³ucha³em
dopiero po wyj¶ciu z wiźzienia.
Siedzia³em przecieæ
od 8 marca, a nawet gazety nam cenzurowano, wycinaj±c
wszystko, co siź z tzw. wydarzeniami
marcowymi wi±za³o.
Ale w³a¶ciwie
nie by³o lepszego miejsca, by
spździę
te kilka parszywych miesiźcy.
Z dala od hańby obrzydliwej
kampanii antysemickiej, beznadziejnych prób protestu studentów, histerii
ludzi, którzy dowiadywali siź
nagle, æe s±
inni, gorsi i maj± natychmiast
wyjeædæaę.
Poæegnań
na dworcu Warszawa Gdańska.
Czy zosta³bym w Polsce, gdybym
wtedy nie siedzia³?
***
Marzec by³
hekatomb±
polskiej kultury. Poza okresem stalinowskim nigdy nic takiego siź
nie wydarzy³o.
Wyrzucano z pracy wybitnych naukowców, relegowano studentów, rozwi±zano
ca³e
wydzia³y
uniwersyteckie. Katedry obejmowali "marcowi docenci", na czele
wydzia³ów
i uniwersytetów stawa³y
zera moralne i intelektualne. Wydawano æa³osne
propagandowe powie¶ci,
a najwybitniejsi pisarze mieli zakaz druku.
Nastrój przygnźbienia
i beznadziejno¶ci
pog³źbi³a
jeszcze hańba
polskiej interwencji w Sierpniu '68 w Czechos³owacji
u boku sojuszniczych wojsk. Na protest zdobyli siź
tylko Jerzy Andrzejewski, Zygmunt Mycielski i grupka niedobitków ze ¶rodowiska
komandosów. Inteligencja polska by³a
z³amana
na kilka lat. Jan Józef Lipski opowiada³
mi, jak próbowa³
w grudniu 1970 roku zebraę
podpisy pod listem protestuj±cym
przeciwko masakrze robotników na Wybrzeæu.
Musia³
siź
wycofaę,
odmówili najszlachetniejsi i najodwaæniejsi
- Antoni S³onimski,
Maria Ossowska.
Bardzo trudno zmierzyę
siź
z faktem, æe
ca³y
ten dramat zacz±³
siź
od naszej "zabawy w wolno¶ę"
na Uniwersytecie. Mieli¶my
wtedy 22-23 lata, nawet ci starsi byli bardzo m³odzi:
Jacek Kuroń
mia³
34 lata, Karol Modzelewski 30. Publikuj±
czasem nasze zdjźcia
ze studenckich indeksów - to twarze dzieci.
Jednak po 40 latach czas zadaę
sobie pytanie o nasz±
cz±stkź
odpowiedzialno¶ci.
Czy zabrak³o
nam tylko wyobra¼ni,
czy byli¶my
narzździem
w czyich¶
rźkach?
Czy by³
taki moment, kiedy moæna
by³o
i naleæa³o
siź
zatrzymaę
i czy moæna
by³o
unikn±ę
tych wszystkich nieszczź¶ę?
Najpopularniejsza by³a
zawsze teoria prowokacji: manipulowani przez SB dostarczyli¶my
pretekstu moczarowcom do antyinteligenckiej i antysemickiej kampanii.
O prowokacji nie warto rozmawiaę,
wszystkie papiery s±
juæ
na stole - nie by³o
w¶ród
nas æadnych
agentów, poprzez których mogliby nami manipulowaę.
Co to zreszt±
za prowokacja, po której wybucha protest na tak±
skalź.
A pretekstu rzeczywi¶cie
dostarczyli¶my.
Wszystko wskazuje na to, æe
spora czź¶ę
aparatu partyjnego czeka³a
tylko na sygna³,
æeby
ruszyę.
Oni chyba rzeczywi¶cie
wierzyli, æe
Æydzi
wszździe
rz±dz±
i jak siź
ich wyrzuci, a w³adzź
obejm±
prawdziwi Polacy, znajd±
siź
wreszcie lepsze posady i mieszkania. Niektórym zreszt±
siź
to uda³o.
"Nie dawaę
pretekstu w³adzy
do represji" - to by³a
wtedy podstawowa zasada g³oszona
przez oportunistów przy kaædej
choę
trochź
niezaleænej
inicjatywie. Trudno oczekiwaę
od dwudziestolatków, by ulegali takim apelom. Nawet gdyby¶my
siź
uwaæniej
ws³uchiwali
we wszystkie wezwania do ochrony substancji kulturalnej i zdobyczy Pa¼dziernika,
w ostrzeæenia,
æe
partia czeka tylko na pretekst, by spacyfikowaę
Uniwersytet - i tak by¶my
ten wiec zrobili. Nie bali¶my
siź,
bo nasze pokolenie nie przeæy³o
stalinowskiego terroru. Bardzo chcieli¶my
zmienię
Polskź
i s±dzili¶my,
æe
to jest moæliwe
- bo wierzyli¶my,
æe
socjalizm to w gruncie rzeczy dobra rzecz.
Te wszystkie t³umaczenia
nic nie za³atwiaj±.
Skoro chcieli¶my
siź
bawię
w wolno¶ę,
to powinni¶my
przewidzieę,
co z tego moæe
wynikn±ę.
Jeæeli
co¶
nas t³umaczy
naprawdź,
to nasze pó¼niejsze
biografie.
Tym razem by³o
bowiem inaczej niæ
po wszystkich przegranych polskich powstaniach. Nie trzeba by³o
czekaę
na nastźpne
pokolenia, by "wykopa³y
broń".
To w³a¶nie
obudzone milicyjnymi pa³kami
pokolenie marcowe stworzy³o
Komitet Obrony Robotników.
¬ród³o:
Gazeta Wyborcza
|