Gazeta Wyborcza > Artyku³y

Gustaw-Konrad z Waryñskim w tle

Rozmowa z Adamem Michnikiem 2008.03.08 23:08 Gazeta Wyborcza



Dla mnie rok 1968 by³ wa¿ny dlatego, ¿e podzieli³ inteligencjê. I podzieli³ j± dobrze. Trochê tak, jak Kaczyñscy. Jedni i drudzy obudzili polskich inteligentów - z jednym z bohaterów Marca rozmawia Jacek ¯akowski.

 


+ Fot. Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego

Adam Michnik (na zdjêciu z czasów studenckich): Nigdy nie chcia³em byæ politykiem, ale bardzo chcia³em ¿yæ w wolnej, sprawiedliwej, demokratycznej Polsce. W Marcu okaza³o siê, ¿e bez polityki nie da siê tego zrobiæ. Wiêc jak umia³em, robi³em, co trzeba


ZOBACZ WIDEO

 

Jan Litynski o Marcu 68 cz. 2

Jan Litynski o Marcu 68 cz. 3 

Jan Litynski o Marcu 68 cz.1 

ZOBACZ TAK¯E
Pamiêæ z twardego kruszcu (08-03-08, 22:26)

Nasza kosztowna zabawa w wolno¶æ (08-03-08, 22:18)

Listy do Michnika (06-03-08, 20:26)

 

SERWISY

Marzec '68

Zobacz koniecznie pisany na blogu dziennik komandosa z 1968 roku oraz niepublikowane zdjêcia i relacje uczestników Marca.

Jacek ¯akowski ("Polityka"): W styczniu 1969 r. przed warszawskim s±dem sta³ 22-letni blondynek o b³êkitnych oczach. Ten s±d mia³ go ukaraæ w imieniu w³adzy komunistycznej. A on o sobie i swoich przyjacio³ach mówi³ tak: "Uwa¿alimy siê za komunistów. Stalimy na gruncie przemian gospodarczo-spo³ecznych przeprowadzonych w naszym kraju od roku 1944. Wypowiadalimy siê przeciw kapitalizmowi, za ustrojem socjalistycznym". Pamiêtasz tego ch³opca?

Adam Michnik: Ch³opiec nie jest dumny z tych s³ów. Dzi ³atwo go nimi waliæ jak kijem bejsbolowym.

To by³y z³e s³owa?

- Dzi bym nie powiedzia³, ¿e jestem komunist±.

A przemiany, jakie siê dokona³y po 1944 r.?

- Wtedy by³em przekonany, ¿e po wojnie Polska potrzebowa³a rewolucji spo³ecznej.

Czyli?

- Z³amania podzia³ów klasowych - nie tylko w sensie ekonomicznym, ale te¿ kulturowym. Wtedy uspo³ecznienie podstawowych ga³êzi przemys³u by³o zjawiskiem pozytywnym. Reforma rolna by³a pozytywna. Wielki awans ze wsi do miasta by³ pozytywny. Ewolucja edukacyjna, ch³opskie dzieci na bezp³atnych studiach, darmowe lecznictwo - to wszystko by³o pozytywne. Ta rewolucja spo³eczna by³a od samego pocz±tku zdeformowana przez obecno¶æ Sowietów. Ale nie widzia³em innego scenariusza. Rewolucja spo³eczna wydawa³a mi siê czym dobrym w z³ych okolicznociach zewnêtrznych.

A o komunicie mówi³e, ¿eby utrudniæ sytuacjê sêdziom?

- Nie. Mówi³em to szczerze.

Siedz±c w komunistycznym wiêzieniu?

- Mówi³em w czasie przesz³ym: "Bylimy komunistami". Zreszt± zwróæ uwagê, co dla mnie znaczy³o bycie komunist±.

To, czego Jacek Kuroñ uczy³ was w czerwonym harcerstwie: "Uwa¿alimy, ¿e obowi±zkiem komunisty jest zwalczanie wszelkiego z³a, wszelkich nieprawoci, wszelkich krzywd i niesprawiedliwoci napotkanych w naszym kraju".


- Pamiêtaj, ¿e to ju¿ by³ styczeñ 1969 r. Wiedzia³em, co siê przez ten rok wyprawia³o w Polsce. Wczeniej do g³owy by mi nie przysz³o, ¿e w³adza komunistyczna wróci do jêzyka procesów stalinowskich. Pamiêtaj, ¿e po Marcu, a przed procesem by³ inwazja na Czechos³owacjê. Nie mia³em ju¿ z³udzeñ, ¿e system wraca na drogê nieprawoci.

Dzi jednak inaczej definiujesz niesprawiedliwo¶æ.

- Zmieni³o siê roz³o¿enie akcentów. Wczeniej te "krzywdy i niesprawiedliwoci" dotyczy³y g³ównie spraw ekonomicznych. Myla³em tak, jak myli m³ody cz³owiek po lekturze Marksa i "Listu otwartego do cz³onków partii" Kuronia i Modzelewskiego, którzy krytykowali system w jêzyku marksistowskim. Marzec uwiadomi³ mi, ¿e marksizm nie wystarcza, ¿e dla zrozumienia tego, co siê dzieje, potrzebne s± "Dziady". Wszed³em w inny nurt kultury narodowej.

To znaczy?

- Do Marca by³em w nurcie Ludwika Waryñskiego. Po Marcu znalaz³em siê w nurcie mickiewiczowskim.

Kiedy siê dokona³a przemiana Ludwika w Konrada?

- W trakcie kolejnej lektury „Dziadów”. Czyta³em je wtedy przynajmniej trzy razy. Wczeniej tradycja insurekcyjna wydawa³a mi siê passé. A tu nagle Marzec. I Czechos³owacja. Wtedy ju¿ wiedzia³em, ¿e to koniec. Wczeniej nale¿a³em do rodziny komunistycznej. W rodzinach ludzie siê k³óc±, nawet zabijaj±, ale pozostaj± rodzin±. Inwazja zmieni³a to radykalnie.

Nie Marzec?

- Przecie¿ w tym czasie trwa³a Praska Wiosna. W Czechos³owacji byli dobrzy komunici. Uto¿samia³em siê z Dubczekiem, tak jak wczeniej z Imre Nagyem czy z Trockim. Zawsze mia³em jakie zastrze¿enia, ale antystalinowski komunizm by³ mi bliski. A Czechos³owacja pokaza³a, ¿e nie ma dobrego komunizmu.

Niekoniecznie. Ci±gle mia³e Titê, D¿ilasa, Berlinguera.

- Jugos³awia czy eurokomunizm dowodzi³y, ¿e partia komunistyczna mo¿e czê¶ciowo uwolniæ siê od poddañstwa Rosji. Ale w 1968 r. najbardziej antysowieccy w PZPR byli moczarowcy. Puszczali do ludzi oko, ¿e niby robi± titoizm po polsku, niby szukaj± jakiego wariantu rumuñskiego. Bo Ceau escu te¿ wyzwoli³ siê spod cis³ej kurateli Sowietów i nawet potêpi³ inwazjê na Czechos³owacjê. Ja wtedy zrozumia³em, ¿e w tym jêzyku nic m±drego powiedzieæ siê nie da. Dzi wiem, ¿e nie ca³kiem mia³em racjê, bo rosyjska pierestrojka dokona³a siê przecie¿ w obrêbie tego w³anie jêzyka. Gorbaczow formu³owa³ swój program w jêzyku leninizmu. Ale dla mnie sprawa sta³a siê prosta - jest wolno¶æ polityczna czy nie? Jest wolno¶æ narodowa czy nie?

A co zrobi³e z Waryñskim?

- Wzbogaci³em go o Mickiewicza. Dlatego ³atwo mi by³o przej¶æ do mylenia w kategoriach KOR-u czy "Solidarnoci". Jêzyk emancypacji pracy, praw robotniczych by³ mi bliski przez d³ugie lata.

A kiedy ostatecznie rozsta³e siê z Waryñskim?

- Do koñca chyba nigdy. Ale politycznie po 1989 r., gdy okaza³o siê, ¿e droga zmian jest z koniecznoci inna, ni¿ sobie wyobra¿a³em - prywatyzacja, bezwzglêdny rynek, nierównoci. I ¿e rodowiska robotnicze nie mog± dostaæ tego, co - jak sobie wyobra¿a³em - powinny dostaæ razem z woln± Polsk±. Nie mog± dostaæ w³adzy w zak³adach pracy.

Tak sobie wyobra¿a³e cel w 1968 r.?

- Z grubsza.

To by by³a rewolucja. A tymczasem sam kiedy opowiada³e, ¿e w Marcu chodzi³o tylko o to, ¿eby rektor przyj±³ od was petycjê.

- Ale w tyle g³owy by³a Czechos³owacja. Pamiêtaj, ¿e to by³ najgorêtszy czas w Pradze. Demonstracje studenckie, zjazd pisarzy, dymisja Novotnego i wybór Dubczeka na I sekretarza partii, wyrzucenie Novotnego z urzêdu prezydenta, rozliczenia... Oni stawali w naszej obronie. Nie mielimy perspektywy rewolucyjnej, ale liczylimy, ¿e uruchomimy proces demokratyczny. Myla³em, ¿e mo¿e uda nam siê zatrzymaæ moczarowców i popchn±æ Polskê w stronê Pragi. Liczy³em, ¿e Gomu³ka siê ocknie.

 

A on rozumia³ to, czego wy nie rozumielicie. Sowieckie czo³gi.

- Wtedy sowieckie czo³gi Polsce nie grozi³y. Gdyby Gomu³ka poszed³ razem z Dubczekiem, Bre¿niew musia³by inaczej rozmawiaæ. Zw³aszcza ¿e mia³ ju¿ k³opot z Ceau escu. W zapleczu by³ Kadar. Tito siê wyzwoli³. Jako historyk wiem, ¿e to nie mog³o siê udaæ. Ale moje ówczesne rozumowanie nie by³o myleniem idioty. Mia³em podstawy, by wierzyæ w pozytywny scenariusz. Przynajmniej do sierpnia. Po inwazji jednemu z kolegów napisa³em gryps: "Ratuj twarz. Dupy i tak ju¿ nie uratujesz". Wiedzia³em, ¿e to bêdzie trwa³o i ¿e trzeba to prze¿yæ.

Bez z³udzeñ co do Waryñskiego?

- Nie. Waryñski zosta³.

Ale potem siê z nim nie obnosi³e.

- ¦wiat siê zmieni³. W ostatnim æwieræwieczu jedynym masowym ruchem robotniczym na wiecie by³a "Solidarno¶æ". Bo zmieni³a siê natura pracy, technologie, ekonomia polityczna. Ale do 1989 r. uwa¿a³em, ¿e logika Waryñskiego jest jedynie s³uszna, ¿e tylko zorganizowany nacisk klasy robotniczej mo¿e wymusiæ na w³adzy ustêpstwa.

To by³a taktyka. A kiedy ideowo rozsta³e siê z Waryñskim?

- Serce wci±¿ mam po lewej stronie. Ale portfel po prawej...

Aj!

- Byæ mo¿e Komuna Paryska by³a czym okropnym, a racjê mieli ci, którzy j± zwalczali, ale jednak pamiêtam s³owa Marksa, ¿e to by³y "szturmy niebios". Jako cz³owiek uformowany przez tê tradycjê nie mam w±tpliwoci, ¿e wiat pcha³a do przodu lewica.

Ju¿ nie pcha?

- Dzi poza sprawami obyczajowymi trudno by by³o powiedzieæ, co to jest prawica i czym jest lewica. Ten podzia³ stworzy³a rewolucja angielska, a zakoñczy³a rewolucja bolszewicka. Pó¼niej by³o ju¿ tylko szlifowanie projektów.

A Roosevelt? A powojenne triumfy socjaldemokratów?

- Dla mnie to by³y dokoñczenia. Liczy siê podzia³ na zwolenników spo³eczeñstwa otwartego i zwolenników twardej w³adzy. Ta twarda w³adza mo¿e mieæ¿ne sztandary - Kaczyñskiego, Putina, £ukaszenki, Chaveza...

Albo Busha.

- Albo Busha. I to jest decyduj±cy front. Zobacz, ¿e PO ³atwiej siê dogadaæ z SLD ni¿ z PiS.

Wróæmy do Mickiewicza. Dla mnie Mickiewicz to zobowi±zanie do stawiania oporu w imiê to¿samoci.

- Ale zawsze antynacjonalistyczne. "Do przyjació³ Moskali" to fantastyczna definicja polskiego etosu.

Zamieniaj±c Szlisselburg na celê u bazylianów, zmieni³e drogê. Wolno¶æ zaczê³a mieæ sens g³ównie polityczny.

- I narodowy! Do 1968 r. myla³em, ¿e Polska w gruncie rzeczy jest krajem niepodleg³ym, a polscy komunici robi± z Rosji zas³onê dymn± dla w³asnych nieprawoci.

Mówi³e na rozprawie, ¿e "Prawda" wydrukowa³a ¿yczliw± recenzjê z "Dziadów", co mia³o znaczyæ, ¿e to nie Rosjanie kazali je zdj±æ ze sceny.

- Jednak inwazja na Czechos³owacjê uwiadomi³a mi, ¿e PRL jest tylko sowieckim protektoratem. Co wiêcej, czo³gi sowieckie wkraczaj±ce do Budapesztu w 1956 r. kontynuowa³y marsz wojsk rosyjskich, które wkroczy³y na Wêgry w 1849 r. i z którymi walczy³ gen. Józef Bem. Demonstracja solidarnoci z Polsk± pod pomnikiem Bema w Budapeszcie nabra³a innego sensu. Marksizm uwa¿a³, ¿e nacjonalizm jest z³em. Ja nie lubi³em nacjonalizmu jako doktryny, ale patriotyzm sta³ siê pojêciem kluczowym.

Ju¿ nie internacjonalistyczna walka klas?

- Nie. Ale solidarno¶æ przeciw samodzier¿awiu - tak. Kiedy dosz³o do inwazji na Czechos³owacjê, w NRD zatrzymano m³odych ludzi, którzy protestowali przeciw napaci, na pl. Czerwonym w Moskwie demonstrowali Pawe³ Litwinow i Natalia Gorbaniewska, na Wêgrzech wyrzucono z partii grupê socjologów i filozofów, którzy podpisali protest w tej sprawie.

Powstaje sieæ.

- Na razie w mojej g³owie. Ale zdanie Mochnackiego "nie rz±dy, ale ludy bêd± sprzymierzeñcem sprawy polskiej" zaczyna siê sprawdzaæ. Te "ludy" to na razie Sacharow, Siniawski, Havel, Kundera. Ale to ju¿ by³a geopolityka cz³owieka stoj±cego po drugiej stronie rzeki. Przegryz³em pêpowinê, która ³±czy³a mnie z peerelowsk± w³adz±. Na zawsze. Ju¿ nie umia³em jej zaufaæ.

Jednak w latach 1980-81, a potem w 1989 r. by³e zwolennikiem rozmów. A rozmowa wymaga zaufania.

- Ale to by³y rozmowy partnerskie, a nie supliki do tronu. Ju¿ w KOR-ze uwa¿a³em, ¿e odrzucenie rozmów to absurd. O to miêdzy innymi spiera³em siê z Macierewiczem. Jak przywódcy strajkowi mieli nie rozmawiaæ z komun±, skoro czego ¿±dali i trzeba by³o wynegocjowaæ porozumienie? Uwa¿a³em tylko, ¿e trzeba mieæ si³ê, ¿eby rozmawiaæ po partnersku. Dlatego nurt robotniczy wydawa³ mi siê najwa¿niejszy.

Przypomnij sobie Poznañ 1956 r. Poza pamiêci± nic z tego buntu nie zosta³o. Ci ludzie potem znikli. Po Marcu by³o inaczej. Zosta³a infrastruktura oporu.

Sam pisa³e, ¿e kiedy wyszed³e z wiêzienia, wokó³ by³o pusto. W Polsce zosta³y szcz±tki rodowiska, które siê buntowa³o.

- Ale wa¿ne szcz±tki. Szcz±tki, które sobie powiedzia³y: nie skapitulujemy. Na tradycji Marca stworzymy co nowego.

Ile tych szcz±tków zosta³o? Dziesiêæ osób?

- Du¿o wiêcej. Powsta³o rodowisko utrzymuj±ce g³ównie kontakty towarzyskie, ale maj±ce wiadomo¶æ, ¿e Marzec stworzy³ now± jako¶æ. Nie tylko dla Polski i bloku, ale dla Europy. Bo Marzec wpisa³ siê w dwa wa¿ne dowiadczenia - w Prask± Wiosnê i w rewoltê studenck± na wiecie. Co z tej mentalnoci buntu i niezgody na wiat, w którym siê ¿yje, zosta³o do dzi. Te trzy zjawiska by³y bardzo ró¿ne, ale mia³y jedn± wspóln± cechê. Za ró¿n± cenê jako odblokowa³y ró¿ne spo³eczeñstwa.

W PRL te¿?

- Owszem. Wytworzy³a siê wiadomo¶æ pokoleniowa, z której wyros³o kino moralnego niepokoju, w literaturze pojawili siê Barañczak czy Zagajewski. Tak¿e pisarze starszej generacji - Herbert, Miêdzyrzecki, Woroszylski, Konwicki, Bocheñski i wielu innych - zaczêli konfrontowaæ siê z ówczesn± rzeczywistoci±. To zmieni³o Polskê.

By³e dumny, wychodz±c z wiêzienia?

- Tak i nie. Bo na pocz±tku doko³a by³o jednak dno. Obwiniano nas, ¿e zburzylimy ma³± stabilizacjê, ¿e zmusilimy biednego towarzysza Moczara do spuszczenia tych swoich brytanów z ³añcucha.

Gdybycie siedzieli cicho, mo¿e Ko³akowski zosta³by na uniwersytecie. Mo¿e Bauman by nie wyemigrowa³.

- Mo¿e i tak, ale pêtla musia³a siê zaciskaæ. W³adza musia³a ustawiæ do pionu pierwsze pokolenie, które nie mia³o w kociach wojny ani stalinizmu, i praktycznie nie pamiêta³o nawet Pa¼dziernika. A tego, ¿e konflikt wisia³ w powietrzu, dowodzi to, ¿e od iskry w Warszawie zapali³a siê ca³a studencka Polska. To nie by³ ¿aden spisek. Nie znalimy studentów z Gdañska, Krakowa, Wroc³awia. Tymczasem oni te¿ siê zbuntowali.

W jakiej sprawie?

- Na³o¿y³y siê dwa bunty generacyjne. Z naszej strony to by³ bunt studentów w obronie wolnoci, Mickiewicza, kultury. Po drugiej stronie zrodzi³o siê przekonanie, ¿e ekipa rz±dz±ca wyczerpa³a swoje moce. Partia chcia³a siê radykalizowaæ. W Sali Kongresowej krzyczano do Gomu³ki: "¦mielej! ¦mielej!". W Warszawie wyrzucono z partii Romana Zambrowskiego za to tylko, ¿e nie przyszed³ na zebranie potêpiaj±ce Izrael. A to by³ do niedawna cz³onek Biura Politycznego. Z partii usuniêto ambasadora w Londynie. Nasz bunt broni³ wolnoci, a ich bunt domaga³ siê przykrêcenia ruby. Chcieli radykalizmem przelicytowaæ tych, którzy byli na wy¿szych szczeblach. Bo jeden wyrzucony dyrektor oznacza sto awansów.

Mia³e wiadomo¶æ, ¿e ta gra toczy siê na wielu polach?

- To by³o oczywiste. Fala ohydy narasta³a od paru lat. Ale jednoczenie sta³o siê co, o czym dzi siê nie pamiêta. Dla przedwojennych komunistów, których rok 1968 odsun±³ od w³adzy, jakakolwiek forma nacjonalizmu by³a nie do zaaprobowania. Natomiast ci, którzy parli do w³adzy, nie mieli z tym k³opotu. Wiêc w odpowiedzi na oczywiste zapotrzebowanie spo³eczne, ale tak¿e z pobudek nikczemnych - by stworzyæ wra¿enie, ¿e protestuj±cy studenci i intelektualici to obroñcy stalinizmu - uchylili akowcom drzwiczki do oficjalnego obiegu. Wtedy po raz pierwszy pozwolono z grubsza normalnie mówiæ o Pañstwie Podziemnym i o Armii Krajowej. Przy Moczarze pojawi³ siê "Rados³aw" - bohater Powstania Warszawskiego i wiêzieñ stalinowski.

"Dzi do ciebie przyj¶æ nie mogê" - musical zrobiony z okupacyjnych piosenek...

- Potem by³ "Hubal" Porêby, teatr Filipskiego. Nurt nacjonalistyczny, który powsta³ w obrêbie komunizmu, nawi±zywa³ do tradycji endeckiej, antysemickiej i prorosyjskiej, ale ubiera³ siê w kostium patriotyczny. Moczarowcy otworzyli jednak szansê rozmowy o historii najnowszej. Wczeniej by³o to niemo¿liwe.

Ale dla mnie rok 1968 by³ wa¿ny dlatego, ¿e podzieli³ inteligencjê. I podzieli³ j± dobrze. Trochê tak jak Kaczyñscy. Jedni i drudzy obudzili polskich inteligentów.

Bo ludzie siê pozbierali i wreszcie policzyli.

- I sta³o siê jasne, kto jest kim. A dzi nikt, kto by³ po tamtej stronie - z wyj±tkiem Kazimierza K±kola - nie jest dumny ze swej roli. Marzec udowodni³, ¿e w Polsce jednak nie warto byæ wini±.

A w tobie co z tego zosta³o?

- Ten moment naznaczy³ mnie na resztê ¿ycia.

Bo nie wyjecha³e?

- To nie jest tak ma³o. A poza tym to by³o moje pierwsze spotkanie z nag± przemoc± i z wielkim, nagim k³amstwem. Przez kilkadziesi±t lat nie myla³em, ¿e to we mnie siedzi a¿ tak mocno. Ale gdy zobaczy³em, co siê sta³o z pani± Blid±, jak aresztowali Karczmarka, jak zrobili ten show z Krauzem, jak z ust premiera Kaczyñskiego us³ysza³em, ¿e wzi±³ Leppera do rz±du, ale od razu kaza³, ¿eby chodzi³o za nim CBA - anteny zaczê³y mi wibrowaæ. Nie mia³em w±tpliwoci, ¿e to jest powtórka z próby zbudowania pañstwa podejrzliwoci i strachu.

Nie pomyla³e, ¿e z twoj± pamiêci± historyczn± mo¿na wpa¶æ w histeriê na widok kataru? ¯e te same zachowania i te same s³owa mog± mieæ¿n± tre¶æ w ró¿nych okolicznociach?

- Ale skutek jest zawsze taki sam. To jest równia pochy³a. Kto raz to uruchomi, ju¿ tego nie zatrzyma. Dlatego o ¿adnym przeczuleniu nie mog³o byæ mowy.

Masz poczucie, ¿e przebieg konfliktu z ostatnich dwóch lat by³ w ogromnym stopniu naznaczony pamiêci± Marca?

- Raczej podwiadomoci±.

Wróæmy jeszcze do komunistów, o których mówi³e na rozprawie.

- W Marcu studenci piewali na przemian Mazurka D±browskiego i Miêdzynarodówkê. Taki by³ jêzyk epoki. Nie tylko w PRL. Po rewolucji go¼dzików najbardziej prawicowa partia portugalska nazwa³a siê Parti± Socjaldemokratyczn±. Oczywicie, Raymond Aron jednoznacznie piêtnowa³ wiadomo¶æ lewicow±, ale to by³ jeden z nielicznych wyj±tków. W Europie jêzyk debaty publicznej by³ wtedy jêzykiem lewicy i lewicowych sloganów. Nikogo nie odrzuca³o s³owo "komunista".

Po 1989 r. napisa³e