|
Gazeta
Wyborcza > Artyku³y
Gustaw-Konrad z Waryñskim
w tle
Rozmowa
z Adamem Michnikiem 2008.03.08 23:08 Gazeta Wyborcza

Dla
mnie rok 1968 by³ wa¿ny
dlatego, ¿e podzieli³
inteligencjê. I podzieli³
j± dobrze. Trochê
tak, jak Kaczyñscy. Jedni i
drudzy obudzili polskich inteligentów - z jednym z bohaterów Marca rozmawia
Jacek ¯akowski.
|

+
Fot.
Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego
Adam
Michnik (na zdjêciu
z czasów studenckich): Nigdy nie chcia³em
byæ politykiem, ale
bardzo chcia³em ¿yæ
w wolnej, sprawiedliwej, demokratycznej Polsce. W Marcu okaza³o
siê, ¿e
bez polityki nie da siê
tego zrobiæ. Wiêc
jak umia³em, robi³em,
co trzeba
ZOBACZ
WIDEO
Jan Litynski o Marcu 68 cz. 2
Jan Litynski o Marcu 68 cz. 3
Jan Litynski o Marcu 68 cz.1
ZOBACZ
TAK¯E
Pamiêæ
z twardego kruszcu (08-03-08,
22:26)
Nasza
kosztowna zabawa w wolno¶æ (08-03-08,
22:18)
Listy
do Michnika (06-03-08,
20:26)
SERWISY
Marzec
'68
|
Zobacz
koniecznie pisany
na blogu dziennik komandosa z 1968 roku oraz niepublikowane zdjêcia i
relacje uczestników Marca.
Jacek ¯akowski ("Polityka"):
W styczniu 1969 r. przed warszawskim s±dem
sta³ 22-letni blondynek
o b³êkitnych oczach. Ten
s±d mia³
go ukaraæ w imieniu w³adzy
komunistycznej. A on o sobie i swoich przyjacio³ach
mówi³ tak: "Uwa¿ali¶my
siê za komunistów. Stali¶my
na gruncie przemian gospodarczo-spo³ecznych
przeprowadzonych w naszym kraju od roku 1944. Wypowiadali¶my
siê przeciw kapitalizmowi,
za ustrojem socjalistycznym". Pamiêtasz
tego ch³opca?
Adam Michnik: Ch³opiec
nie jest dumny z tych s³ów.
Dzi¶
³atwo
go nimi waliæ
jak kijem bejsbolowym.
To by³y z³e
s³owa?
- Dzi¶
bym nie powiedzia³,
¿e
jestem komunist±.
A przemiany, jakie siê
dokona³y po 1944 r.?
- Wtedy by³em
przekonany, ¿e
po wojnie Polska potrzebowa³a
rewolucji spo³ecznej.
Czyli?
- Z³amania
podzia³ów
klasowych - nie tylko w sensie ekonomicznym, ale te¿
kulturowym. Wtedy uspo³ecznienie
podstawowych ga³êzi
przemys³u
by³o
zjawiskiem pozytywnym. Reforma rolna by³a
pozytywna. Wielki awans ze wsi do miasta by³
pozytywny. Ewolucja edukacyjna, ch³opskie
dzieci na bezp³atnych
studiach, darmowe lecznictwo - to wszystko by³o
pozytywne. Ta rewolucja spo³eczna
by³a
od samego pocz±tku
zdeformowana przez obecno¶æ
Sowietów. Ale nie widzia³em
innego scenariusza. Rewolucja spo³eczna
wydawa³a
mi siê
czym¶
dobrym w z³ych
okoliczno¶ciach
zewnêtrznych.
A o komuni¶cie mówi³e¶,
¿eby utrudniæ
sytuacjê sêdziom?
- Nie. Mówi³em
to szczerze.
Siedz±c w komunistycznym
wiêzieniu?
- Mówi³em
w czasie przesz³ym:
"Byli¶my
komunistami". Zreszt±
zwróæ
uwagê,
co dla mnie znaczy³o
bycie komunist±.
To, czego Jacek Kuroñ
uczy³ was w czerwonym
harcerstwie: "Uwa¿ali¶my,
¿e obowi±zkiem
komunisty jest zwalczanie wszelkiego z³a,
wszelkich nieprawo¶ci,
wszelkich krzywd i niesprawiedliwo¶ci
napotkanych w naszym kraju".
|
- Pamiêtaj,
¿e
to ju¿
by³
styczeñ
1969 r. Wiedzia³em,
co siê
przez ten rok wyprawia³o
w Polsce. Wcze¶niej
do g³owy
by mi nie przysz³o,
¿e
w³adza
komunistyczna wróci do jêzyka
procesów stalinowskich. Pamiêtaj,
¿e
po Marcu, a przed procesem by³
inwazja na Czechos³owacjê.
Nie mia³em
ju¿
z³udzeñ,
¿e
system wraca na drogê
nieprawo¶ci.
Dzi¶
jednak inaczej definiujesz niesprawiedliwo¶æ.
- Zmieni³o
siê
roz³o¿enie
akcentów. Wcze¶niej
te "krzywdy i niesprawiedliwo¶ci"
dotyczy³y
g³ównie
spraw ekonomicznych. My¶la³em
tak, jak my¶li
m³ody
cz³owiek
po lekturze Marksa i "Listu otwartego do cz³onków
partii" Kuronia i Modzelewskiego, którzy krytykowali system w jêzyku
marksistowskim. Marzec u¶wiadomi³
mi, ¿e
marksizm nie wystarcza, ¿e
dla zrozumienia tego, co siê
dzieje, potrzebne s±
"Dziady". Wszed³em
w inny nurt kultury narodowej.
To znaczy?
- Do
Marca by³em
w nurcie Ludwika Waryñskiego.
Po
Marcu znalaz³em
siê
w nurcie mickiewiczowskim.
Kiedy
siê dokona³a
przemiana Ludwika w Konrada?
- W trakcie kolejnej lektury „Dziadów”.
Czyta³em
je wtedy przynajmniej trzy razy. Wcze¶niej
tradycja insurekcyjna wydawa³a
mi siê
passé. A tu nagle Marzec. I Czechos³owacja.
Wtedy ju¿
wiedzia³em,
¿e
to koniec. Wcze¶niej
nale¿a³em
do rodziny komunistycznej. W rodzinach ludzie siê
k³óc±,
nawet zabijaj±,
ale pozostaj±
rodzin±.
Inwazja zmieni³a
to radykalnie.
Nie Marzec?
- Przecie¿
w tym czasie trwa³a
Praska Wiosna. W Czechos³owacji
byli dobrzy komuni¶ci.
Uto¿samia³em
siê
z Dubczekiem, tak jak wcze¶niej
z Imre Nagyem czy z Trockim. Zawsze mia³em
jakie¶
zastrze¿enia,
ale antystalinowski komunizm by³
mi bliski. A Czechos³owacja
pokaza³a,
¿e
nie ma dobrego komunizmu.
Niekoniecznie. Ci±gle mia³e¶
Titê, D¿ilasa,
Berlinguera.
- Jugos³awia
czy eurokomunizm dowodzi³y,
¿e
partia komunistyczna mo¿e
czê¶ciowo
uwolniæ
siê
od poddañstwa
Rosji. Ale w 1968 r. najbardziej antysowieccy w PZPR byli moczarowcy.
Puszczali do ludzi oko, ¿e
niby robi±
titoizm po polsku, niby szukaj±
jakiego¶
wariantu rumuñskiego.
Bo Ceau escu te¿
wyzwoli³
siê
spod ¶cis³ej
kurateli Sowietów i nawet potêpi³
inwazjê
na Czechos³owacjê.
Ja wtedy zrozumia³em,
¿e
w tym jêzyku
nic m±drego
powiedzieæ
siê
nie da. Dzi¶
wiem, ¿e
nie ca³kiem
mia³em
racjê,
bo rosyjska pierestrojka dokona³a
siê
przecie¿
w obrêbie
tego w³a¶nie
jêzyka.
Gorbaczow formu³owa³
swój program w jêzyku
leninizmu. Ale dla mnie sprawa sta³a
siê
prosta - jest wolno¶æ
polityczna czy nie? Jest wolno¶æ
narodowa czy nie?
A co zrobi³e¶
z Waryñskim?
- Wzbogaci³em
go o Mickiewicza. Dlatego ³atwo
mi by³o
przej¶æ
do my¶lenia
w kategoriach KOR-u czy "Solidarno¶ci".
Jêzyk
emancypacji pracy, praw robotniczych by³
mi bliski przez d³ugie
lata.
A kiedy ostatecznie rozsta³e¶
siê z Waryñskim?
- Do koñca
chyba nigdy. Ale politycznie po 1989 r., gdy okaza³o
siê,
¿e
droga zmian jest z konieczno¶ci
inna, ni¿
sobie wyobra¿a³em
- prywatyzacja, bezwzglêdny
rynek, nierówno¶ci.
I ¿e
¶rodowiska
robotnicze nie mog±
dostaæ
tego, co - jak sobie wyobra¿a³em
- powinny dostaæ
razem z woln±
Polsk±.
Nie mog±
dostaæ
w³adzy
w zak³adach
pracy.
Tak sobie wyobra¿a³e¶
cel w 1968 r.?
- Z grubsza.
To by by³a rewolucja. A tymczasem
sam kiedy¶ opowiada³e¶,
¿e w Marcu chodzi³o
tylko o to, ¿eby rektor przyj±³
od was petycjê.
- Ale w tyle g³owy
by³a
Czechos³owacja.
Pamiêtaj,
¿e
to by³
najgorêtszy
czas w Pradze. Demonstracje studenckie, zjazd pisarzy, dymisja Novotnego
i wybór Dubczeka na I sekretarza partii, wyrzucenie Novotnego z urzêdu
prezydenta, rozliczenia... Oni stawali w naszej obronie. Nie mieli¶my
perspektywy rewolucyjnej, ale liczyli¶my,
¿e
uruchomimy proces demokratyczny. My¶la³em,
¿e
mo¿e
uda nam siê
zatrzymaæ
moczarowców i popchn±æ
Polskê
w stronê
Pragi. Liczy³em,
¿e
Gomu³ka
siê
ocknie.
A
on rozumia³ to, czego wy nie
rozumieli¶cie. Sowieckie czo³gi.
- Wtedy sowieckie czo³gi
Polsce nie grozi³y.
Gdyby Gomu³ka
poszed³
razem z Dubczekiem, Bre¿niew
musia³by
inaczej rozmawiaæ.
Zw³aszcza
¿e
mia³
ju¿
k³opot
z Ceau escu. W zapleczu by³
Kadar. Tito siê
wyzwoli³.
Jako historyk wiem, ¿e
to nie mog³o
siê
udaæ.
Ale moje ówczesne rozumowanie nie by³o
my¶leniem
idioty. Mia³em
podstawy, by wierzyæ
w pozytywny scenariusz. Przynajmniej do sierpnia. Po inwazji jednemu z
kolegów napisa³em
gryps: "Ratuj twarz. Dupy i tak ju¿
nie uratujesz". Wiedzia³em,
¿e
to bêdzie
trwa³o
i ¿e
trzeba to prze¿yæ.
Bez z³udzeñ
co do Waryñskiego?
- Nie. Waryñski
zosta³.
Ale potem siê z nim nie obnosi³e¶.
- ¦wiat
siê
zmieni³.
W ostatnim æwieræwieczu
jedynym masowym ruchem robotniczym na ¶wiecie
by³a
"Solidarno¶æ".
Bo zmieni³a
siê
natura pracy, technologie, ekonomia polityczna. Ale do 1989 r. uwa¿a³em,
¿e
logika Waryñskiego
jest jedynie s³uszna,
¿e
tylko zorganizowany nacisk klasy robotniczej mo¿e
wymusiæ
na w³adzy
ustêpstwa.
To
by³a taktyka. A kiedy ideowo
rozsta³e¶
siê z Waryñskim?
- Serce wci±¿
mam po lewej stronie. Ale portfel
po prawej...
Aj!
- Byæ
mo¿e
Komuna Paryska by³a
czym¶
okropnym, a racjê
mieli ci, którzy j±
zwalczali, ale jednak pamiêtam
s³owa
Marksa, ¿e
to by³y
"szturmy niebios". Jako cz³owiek
uformowany przez tê
tradycjê
nie mam w±tpliwo¶ci,
¿e
¶wiat
pcha³a
do przodu lewica.
Ju¿ nie pcha?
- Dzi¶
poza sprawami obyczajowymi trudno by by³o
powiedzieæ,
co to jest prawica i czym jest lewica. Ten podzia³
stworzy³a
rewolucja angielska, a zakoñczy³a
rewolucja bolszewicka. Pó¼niej
by³o
ju¿
tylko szlifowanie projektów.
A Roosevelt? A powojenne triumfy socjaldemokratów?
- Dla mnie to by³y
dokoñczenia.
Liczy siê
podzia³
na zwolenników spo³eczeñstwa
otwartego i zwolenników twardej w³adzy.
Ta twarda w³adza
mo¿e
mieæ
ró¿ne
sztandary - Kaczyñskiego,
Putina, £ukaszenki,
Chaveza...
Albo Busha.
- Albo Busha. I to
jest decyduj±cy
front. Zobacz, ¿e
PO ³atwiej
siê
dogadaæ
z SLD ni¿
z PiS.
Wróæmy
do Mickiewicza. Dla mnie Mickiewicz to zobowi±zanie
do stawiania oporu w imiê
to¿samo¶ci.
- Ale zawsze antynacjonalistyczne.
"Do przyjació³
Moskali" to fantastyczna definicja polskiego etosu.
Zamieniaj±c
Szlisselburg na celê
u bazylianów, zmieni³e¶
drogê.
Wolno¶æ
zaczê³a
mieæ
sens g³ównie
polityczny.
- I narodowy! Do
1968 r. my¶la³em,
¿e
Polska w gruncie rzeczy jest krajem niepodleg³ym,
a polscy komuni¶ci
robi±
z Rosji zas³onê
dymn±
dla w³asnych
nieprawo¶ci.
Mówi³e¶
na rozprawie, ¿e
"Prawda" wydrukowa³a
¿yczliw±
recenzjê
z "Dziadów", co mia³o
znaczyæ,
¿e
to nie Rosjanie kazali je zdj±æ
ze sceny.
- Jednak inwazja
na Czechos³owacjê
u¶wiadomi³a
mi, ¿e
PRL jest tylko sowieckim protektoratem. Co wiêcej,
czo³gi
sowieckie wkraczaj±ce
do Budapesztu w 1956 r. kontynuowa³y
marsz wojsk rosyjskich, które wkroczy³y
na Wêgry
w 1849 r. i z którymi walczy³
gen. Józef Bem. Demonstracja solidarno¶ci
z Polsk±
pod pomnikiem Bema w Budapeszcie nabra³a
innego sensu. Marksizm uwa¿a³,
¿e
nacjonalizm jest z³em.
Ja nie lubi³em
nacjonalizmu jako doktryny, ale patriotyzm sta³
siê
pojêciem
kluczowym.
Ju¿
nie internacjonalistyczna walka klas?
- Nie. Ale solidarno¶æ
przeciw samodzier¿awiu
- tak. Kiedy dosz³o
do inwazji na Czechos³owacjê,
w NRD zatrzymano m³odych
ludzi, którzy protestowali przeciw napa¶ci,
na pl. Czerwonym w Moskwie demonstrowali Pawe³
Litwinow i Natalia Gorbaniewska, na Wêgrzech
wyrzucono z partii grupê
socjologów i filozofów, którzy podpisali protest w tej sprawie.
Powstaje sieæ.
- Na razie w mojej g³owie.
Ale zdanie Mochnackiego "nie rz±dy,
ale ludy bêd±
sprzymierzeñcem
sprawy polskiej" zaczyna siê
sprawdzaæ.
Te "ludy" to na razie Sacharow, Siniawski, Havel, Kundera. Ale
to ju¿
by³a
geopolityka cz³owieka
stoj±cego
po drugiej stronie rzeki. Przegryz³em
pêpowinê,
która ³±czy³a
mnie z peerelowsk±
w³adz±.
Na zawsze. Ju¿
nie umia³em
jej zaufaæ.
Jednak
w latach 1980-81, a potem w 1989 r. by³e¶
zwolennikiem rozmów. A rozmowa wymaga zaufania.
- Ale to by³y
rozmowy partnerskie, a nie supliki do tronu. Ju¿
w KOR-ze uwa¿a³em,
¿e
odrzucenie rozmów to absurd. O to miêdzy
innymi spiera³em
siê
z Macierewiczem. Jak przywódcy strajkowi mieli nie rozmawiaæ
z komun±,
skoro czego¶
¿±dali
i trzeba by³o
wynegocjowaæ
porozumienie? Uwa¿a³em
tylko, ¿e
trzeba mieæ
si³ê,
¿eby
rozmawiaæ
po partnersku. Dlatego nurt robotniczy wydawa³
mi siê
najwa¿niejszy.
Przypomnij sobie Poznañ
1956 r. Poza pamiêci±
nic z tego buntu nie zosta³o.
Ci ludzie potem znikli. Po Marcu by³o
inaczej. Zosta³a
infrastruktura oporu.
Sam pisa³e¶,
¿e kiedy wyszed³e¶
z wiêzienia, wokó³
by³o pusto. W Polsce zosta³y
szcz±tki ¶rodowiska,
które siê buntowa³o.
- Ale wa¿ne
szcz±tki.
Szcz±tki,
które sobie powiedzia³y:
nie skapitulujemy. Na tradycji Marca stworzymy co¶
nowego.
Ile tych szcz±tków zosta³o?
Dziesiêæ osób?
- Du¿o
wiêcej.
Powsta³o
¶rodowisko
utrzymuj±ce
g³ównie
kontakty towarzyskie, ale maj±ce
¶wiadomo¶æ,
¿e
Marzec stworzy³
now±
jako¶æ.
Nie tylko dla Polski i bloku, ale dla Europy. Bo Marzec wpisa³
siê
w dwa wa¿ne
do¶wiadczenia
- w Prask±
Wiosnê
i w rewoltê
studenck±
na ¶wiecie.
Co¶
z tej mentalno¶ci
buntu i niezgody na ¶wiat,
w którym siê
¿yje,
zosta³o
do dzi¶.
Te trzy zjawiska by³y
bardzo ró¿ne,
ale mia³y
jedn±
wspóln±
cechê.
Za ró¿n±
cenê
jako¶
odblokowa³y
ró¿ne
spo³eczeñstwa.
W PRL te¿?
- Owszem. Wytworzy³a
siê
¶wiadomo¶æ
pokoleniowa, z której wyros³o
kino moralnego niepokoju, w literaturze pojawili siê
Barañczak
czy Zagajewski. Tak¿e
pisarze starszej generacji - Herbert, Miêdzyrzecki,
Woroszylski, Konwicki, Bocheñski
i wielu innych - zaczêli
konfrontowaæ
siê
z ówczesn±
rzeczywisto¶ci±.
To zmieni³o
Polskê.
By³e¶
dumny, wychodz±c
z wiêzienia?
- Tak i nie. Bo na
pocz±tku
doko³a
by³o
jednak dno. Obwiniano nas, ¿e
zburzyli¶my
ma³±
stabilizacjê,
¿e
zmusili¶my
biednego towarzysza Moczara do spuszczenia tych swoich brytanów z ³añcucha.
Gdyby¶cie
siedzieli cicho, mo¿e
Ko³akowski
zosta³by
na uniwersytecie. Mo¿e
Bauman by nie wyemigrowa³.
- Mo¿e
i tak, ale pêtla
musia³a
siê
zaciskaæ.
W³adza
musia³a
ustawiæ
do pionu pierwsze pokolenie, które nie mia³o
w ko¶ciach
wojny ani stalinizmu, i praktycznie nie pamiêta³o
nawet Pa¼dziernika.
A tego, ¿e
konflikt wisia³
w powietrzu, dowodzi to, ¿e
od iskry w Warszawie zapali³a
siê
ca³a
studencka Polska. To nie by³
¿aden
spisek. Nie znali¶my
studentów z Gdañska,
Krakowa, Wroc³awia.
Tymczasem oni
te¿
siê
zbuntowali.
W
jakiej sprawie?
- Na³o¿y³y
siê
dwa bunty generacyjne. Z naszej strony to by³
bunt studentów w obronie wolno¶ci,
Mickiewicza, kultury. Po drugiej stronie zrodzi³o
siê
przekonanie, ¿e
ekipa rz±dz±ca
wyczerpa³a
swoje moce. Partia chcia³a
siê
radykalizowaæ.
W Sali Kongresowej krzyczano do Gomu³ki:
"¦mielej!
¦mielej!".
W Warszawie wyrzucono z partii Romana Zambrowskiego za to tylko, ¿e
nie przyszed³
na zebranie potêpiaj±ce
Izrael. A to by³
do niedawna cz³onek
Biura Politycznego. Z partii usuniêto
ambasadora w Londynie. Nasz bunt broni³
wolno¶ci,
a ich bunt domaga³
siê
przykrêcenia
¶ruby.
Chcieli radykalizmem przelicytowaæ
tych, którzy byli na wy¿szych
szczeblach. Bo jeden wyrzucony dyrektor oznacza sto awansów.
Mia³e¶
¶wiadomo¶æ,
¿e ta gra toczy siê
na wielu polach?
- To by³o
oczywiste. Fala ohydy narasta³a
od paru lat. Ale jednocze¶nie
sta³o
siê
co¶,
o czym dzi¶
siê
nie pamiêta.
Dla przedwojennych komunistów, których rok 1968 odsun±³
od w³adzy,
jakakolwiek forma nacjonalizmu by³a
nie do zaaprobowania. Natomiast ci, którzy parli do w³adzy,
nie mieli z tym k³opotu.
Wiêc
w odpowiedzi na oczywiste zapotrzebowanie spo³eczne,
ale tak¿e
z pobudek nikczemnych - by stworzyæ
wra¿enie,
¿e
protestuj±cy
studenci i intelektuali¶ci
to obroñcy
stalinizmu - uchylili akowcom drzwiczki do oficjalnego obiegu. Wtedy po
raz pierwszy pozwolono z grubsza normalnie mówiæ
o Pañstwie
Podziemnym i o Armii Krajowej. Przy Moczarze pojawi³
siê
"Rados³aw"
- bohater Powstania Warszawskiego i wiêzieñ
stalinowski.
"Dzi¶ do ciebie przyj¶æ
nie mogê" - musical zrobiony
z okupacyjnych piosenek...
- Potem by³
"Hubal" Porêby,
teatr Filipskiego. Nurt nacjonalistyczny, który powsta³
w obrêbie
komunizmu, nawi±zywa³
do tradycji endeckiej, antysemickiej i prorosyjskiej, ale ubiera³
siê
w kostium patriotyczny. Moczarowcy otworzyli jednak szansê
rozmowy o historii najnowszej. Wcze¶niej
by³o
to niemo¿liwe.
Ale dla mnie rok 1968 by³
wa¿ny
dlatego, ¿e
podzieli³
inteligencjê.
I podzieli³
j±
dobrze. Trochê
tak jak Kaczyñscy.
Jedni i drudzy obudzili polskich inteligentów.
Bo
ludzie siê pozbierali i wreszcie
policzyli.
- I sta³o
siê
jasne, kto jest kim. A dzi¶
nikt, kto by³
po tamtej stronie - z wyj±tkiem
Kazimierza K±kola
- nie jest dumny ze swej roli. Marzec udowodni³,
¿e
w Polsce jednak nie warto byæ
¶wini±.
A w tobie co z tego zosta³o?
- Ten moment naznaczy³
mnie na resztê
¿ycia.
Bo nie wyjecha³e¶?
- To nie jest tak ma³o.
A poza tym to by³o
moje pierwsze spotkanie z nag±
przemoc±
i z wielkim, nagim k³amstwem.
Przez kilkadziesi±t
lat nie my¶la³em,
¿e
to we mnie siedzi a¿
tak mocno. Ale gdy zobaczy³em,
co siê
sta³o
z pani±
Blid±,
jak aresztowali Karczmarka, jak zrobili ten show z Krauzem, jak z ust
premiera Kaczyñskiego
us³ysza³em,
¿e
wzi±³
Leppera do rz±du,
ale od razu kaza³,
¿eby
chodzi³o
za nim CBA - anteny zaczê³y
mi wibrowaæ.
Nie mia³em
w±tpliwo¶ci,
¿e
to jest powtórka z próby zbudowania pañstwa
podejrzliwo¶ci
i strachu.
Nie pomy¶la³e¶,
¿e z twoj±
pamiêci±
historyczn± mo¿na
wpa¶æ w histeriê
na widok kataru? ¯e te same
zachowania i te same s³owa mog±
mieæ ró¿n±
tre¶æ w ró¿nych
okoliczno¶ciach?
- Ale skutek jest zawsze taki sam.
To jest równia pochy³a.
Kto raz to uruchomi, ju¿
tego nie zatrzyma. Dlatego o ¿adnym
przeczuleniu nie mog³o
byæ
mowy.
Masz poczucie, ¿e przebieg konfliktu
z ostatnich dwóch lat by³ w
ogromnym stopniu naznaczony pamiêci±
Marca?
- Raczej pod¶wiadomo¶ci±.
Wróæmy jeszcze do komunistów,
o których mówi³e¶
na rozprawie.
- W Marcu studenci ¶piewali
na przemian Mazurka D±browskiego
i Miêdzynarodówkê.
Taki by³
jêzyk
epoki. Nie tylko w PRL. Po rewolucji go¼dzików
najbardziej prawicowa partia portugalska nazwa³a
siê
Parti±
Socjaldemokratyczn±.
Oczywi¶cie,
Raymond Aron jednoznacznie piêtnowa³
¶wiadomo¶æ
lewicow±,
ale to by³
jeden z nielicznych wyj±tków.
W Europie jêzyk
debaty publicznej by³
wtedy jêzykiem
lewicy i lewicowych sloganów. Nikogo nie odrzuca³o
s³owo
"komunista".
Po 1989 r. napisa³e |