-Sk±d wziê³o siê Pañskie zainteresowanie Polsk±? -Jestem
wnukiem Polaka, Stanis³awa ¦wiackiego,
urodzonego w roku 1865, s³u¿±cego
przez lata w armii carskiej, absolwenta szko³y
wojskowej w Oranienburgu, mianowanego w koñcu
I wojny ¶wiatowej genera³em.
Kiedy zaczê³a siê w Rosji rewolucja 1917 roku, a potem wojna domowa, dziadek mój przedosta³ siê przez Francjê do Polski, w której zamieszka³ a¿ do ¶mierci w roku 1952. W Polsce zostawi³ te¿ po sobie dwoje dzieci: córkê i syna - tzn. moj± ciotkê Ewê i mojego stryja Micha³a. W Rosji natomiast, z pierwszego ma³¿eñstwa, mia³ 2 synów: mojego ojca Paw³a i jego brata Leonida.
Mój ojciec Pawe³ podczas wojny domowej walczy³ przeciw czerwonym w szeregach bia³ogwardzistów, pod dowództwem gen. Aleksandra Ko³czaka, z którym przeszed³ ca³± Syberiê i dosta³ siê do niewoli. Bolszewizm i komunizm nigdy nie odpowiada³y pogl±dom naszej rodziny.
Potem, dziêki zbiegowi wielu sprzyjaj±cych okoliczno¶ci oraz pomocy przyjació³, uciek³ z obozu na Syberii i osiad³ w Petersburgu.
-Ma Pan wiêc polskie korzenie po dziadku i ojcu... -Matka pochodzi³a natomiast z bogatej rodziny syberyjskich kupców, sk±d w obawie przed komunistami przenios³a siê do Petersburga. W St. Petersburgu pozna³a nastêpnie i po¶lubi³a mojego ojca.
-Pan te¿ zwi±zany jest od zawsze z Petersburgiem... -Tam siê urodzi³em w roku 1931, tam ukoñczy³em szko³ê i studia.
-Kiedy zaczê³a siê Pana przygoda z jêzykiem polskim? -W domu rozmawiali¶my
zawsze po rosyjsku. Znajomo¶æ
polskiego przez mojego ojca nie by³a
najlepsza. Jêzyka polskiego,
tak naprawdê, zacz±³em
siê uczyæ
dopiero na polonistyce, któr±
ukoñczy³em
w roku 1955. Decyzjê o wyborze
polonistyki podj±³em pod wp³ywem
przekonañ wewnêtrznych,
mo¿e jeszcze wówczas do koñca
nie rozbudzonych.
-Prawie jednocze¶nie zacz±³ Pan t³umaczyæ literaturê polsk± na rosyjski... -Jeszcze na studiach, choæ nie studiowa³em w najlepszych czasach. Najwarto¶ciowszych bowiem profesorów, ze wzglêdów ideologicznych, wyrzucali z uczelni, albo zastraszali. Zostawali prawie sami karierowicze. Tak by³o na rusycystyce i wielu innych kierunkach humanistycznych. U nas na polonistyczne by³o mo¿e trochê lepiej.
Pierwsze moje t³umaczenia z polskiego na rosyjski robi³em na swój wy³±cznie u¿ytek. Potem znalaz³em siê w zespole t³umaczy literatury polskiej pracuj±cych nad obszernym tomem poezji zachodnich i po³udniowych S³owian. Przet³umaczy³em wówczas oko³o 40 wierszy ró¿nych poetów - poczynaj±c od Miko³aja Reja, koñcz±c na poezji rewolucyjnej XIX wieku. Na nowsz± poezjê istnia³ wówczas zapis cenzury. T± granic± by³a rewolucja pa¼dziernikowa. Dzi¶ niektórych tych przek³adów trochê siê wstydzê. Z perspektywy lat widzê, ¿e by³y zrobione bez odpowiedniej jeszcze wprawy. Na szczê¶cie wiele z nich przet³umaczy³em pó¼niej raz jeszcze. Tak by³o z Konradem Wallenrodem, który kilka lat pó¼niej ukaza³ siê w ca³o¶ci.
Potem by³o ju¿ zdecydowanie ³atwiej. Stopniowo te¿ czu³em coraz wiêcej zadowolenia z mojej pracy. Najwiêcej rado¶ci w owym czasie sprawi³ mi przek³ad ksi±¿ki dla dzieci Wojciecha ¯ukrowskiego "Porwanie w Tiutiurlistanie". Potem t³umaczy³em "Balladynê" Juliusza S³owackiego... T³umaczenie poezji uwa¿a³em zawsze trochê za pracê akademick±. Siada³o siê bowiem przy biurku, bra³o do rêki wiersze do t³umaczenia, maszynê do pisania i po wszystkim. Jedyna trudno¶æ polega³a na dyscyplinie wewnêtrznej t³umacza. Czasami bowiem trafia³em na fragmenty, które w danej chwili zupe³nie mi siê nie podoba³y.
-Najbardziej znany i ceniony by³ Pañski przek³ad "Pana Tadeusza"... -W poezji Mickiewicza by³y te¿ fragmenty, choæ na szczê¶cie niewiele, które mnie niezbyt zachwyca³y. To jest jednak zupe³nie normalne, ¿e ka¿dy autor ma co¶ trudnego, albo dziwnego dla innych. Podobnie czujê kiedy czytam np. Puszkina. Tam te¿ nie wszystko do koñca mnie zachwyca. Trzeba siê jednak prze³amywaæ i te nazwijmy "trudne" linijki przek³adaæ te¿ dok³adnie.
O "Panu Tadeuszu" my¶la³em przez lata. Pomys³ jego przek³adu na rosyjski dojrzewa³ d³ugo. Pamiêtam jak ju¿ w koñcu do tej pracy zaczêto mnie namawiaæ. Pierwszy urywek jaki przet³umaczy³em by³ opisem burzy. Potem, wiele lat pó¼niej, nad grobem swego ojca, poczu³em natchnienie. Wydawa³o mi siê, ¿e ju¿ wiem, jak nale¿y przet³umaczyæ Mickiewicza. Od tego siê w³a¶nie zaczê³o. Pó¼niej by³o ju¿ zdecydowanie ³atwiej, a t³umaczenie pop³ynê³o mi jak rzeka i nie mog³em go ju¿ zatrzymaæ. Pracowa³em nawet po nocach, zaniedbuj±c wszystkie inne swoje obowi±zki. Chêæ przet³umaczenia "Pana Tadeusza" by³a zdecydowanie silniejsza ni¿ wszystko inne.
Wcze¶niejsze t³umaczenie "Beniowskiego" by³o bardziej z rozs±dku. Ciekawi³o mnie, jak rozwi±zaæ tê poetyck± ³amig³ówkê, któr± pos³ugiwa³ siê Juliusz S³owacki. "Pan Tadeusz" urzek³ mnie natomiast i porwa³. Tak by³o do ostatniego t³umaczonego wiersza. Nie bardzo te¿ by³em pewny, jak zostanie odebrany. Mojego t³umaczenia nie mog³em bowiem porównywaæ do orygina³u. T³umaczenie by³o przecie¿ jedynie pewnego rodzaju kopi±, lepsz± lub gorsz±.
-Jak Pañski przek³ad przyjê³a krytyka rosyjska? -Dziwne,
ale w³a¶ciwie
nijak. Pisano jedynie, ¿e siê
ju¿ ukaza³
i ¿e wszyscy siê
z tego faktu ciesz±. Niewiele
jednak z tego wynika³o. Brakowa³o
prawdziwej oceny merytorycznej. Tê
wystawi³a mi dopiero strona
polska. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu recenzja mojego przek³adu
by³a entuzjastyczna. To by³a
jedyna i przenikliwa ocena mojej pracy.
-Czym obok t³umaczenia literatury polskiej zajmowa³ siê Pan jeszcze? -Robi³em te¿ inscenizacje na podstawie t³umaczonych ksi±¿ek dla dzieci. Blisko wspó³pracowa³em z teatrem lalek i telewizj±, dla której przygotowa³em np. 15 odcinków "Misia Uszatka". By³em wreszcie autorem sztuk dla najm³odszych. Ostatni± moj± prac± by³o t³umaczenie Norwida. Polska poezja wywiera³a na mnie zawsze wielkie wra¿enie...
-Czy dzi¶ mo¿e wiêc Pan spokojnie porozmawiaæ o swojej ¶wiadomo¶ci narodowej? Czy zadecydowa³y o niej polskie korzenie, czy matka i rosyjskie wychowanie? -Gdyby przysz³o mi okre¶liæ swoj± narodowo¶æ, to nie powiedzia³bym, ¿e jestem Rosjaninem, ani ¿e jestem Polakiem. Bardziej czujê siê dzi¶ kosmopolit±. Zawsze mam wielk± przyjemno¶æ przebywaæ w obcym kraju. Naprawdê trudno mi dzi¶ powiedzieæ, ¿e jestem tylko Rosjaninem czy tylko Polakiem - raczej i Polakiem i Rosjaninem.
Kiedy
jestem w Polsce bardziej czujê
siê Polakiem, kiedy za¶
w Rosji - Rosjaninem, choæ nie
zawsze tak bezkompromisowo. To zale¿y
jak siê w danej chwili dzieje
w Rosji. U nas s± bowiem ci±gle
jakie¶ komplikacje, nazwa³bym
je wewn±trz narodowe. Mam tu
na my¶li nasz±
ci±g³±
niestabilno¶æ i k³opoty
z gospodark±. Rosja to przecie¿
olbrzymi kraj, w którym nie ma jeszcze równowagi. Nie znaczy to oczywi¶cie,
¿e jej nie kocham, czy ¿e
mam do niej negatywny stosunek.
Polska jest natomiast bardziej jednolita. Kiedy tam jestem, to cieszê siê bardzo, ¿e osi±gnê³a ju¿ znacz±ce sukcesy - tak gospodarcze jak i polityczne. Zdajê sobie jednocze¶nie sprawê, ¿e spo³eczeñstwo polskie mo¿e tego jeszcze tak wyra¼nie nie odczuwa. Sukcesy te s± jednak sukcesami postêpu i przychodz± stopniowo jeden po drugim. Mieszkaj±c za¶ w kraju trudno je z wewn±trz zobaczyæ czy poczuæ.
-Nasze dwa s³owiañskie narody s± do siebie podobne. Dostrzegalne s± jednak i pewne ró¿nice... -U
wszystkich S³owian jest du¿o
wspólnych cech. S± te¿
i pewne ró¿nice. Polacy s±
np. bardziej pracowici od Rosjan. Przynajmniej tak to teraz wygl±da.
Porównajmy w tym kontek¶cie
obie nasze gospodarki.
-A jak wygl±da dzi¶ stosunek Rosjan do Polaków? -Stosunek
ten jest bardzo skomplikowany. Przeciêtny
Rosjanin, statystyczny cz³owiek,
Polsk± siê
zupe³nie nie interesuje, podobnie
z reszta jak wieloma innymi krajami. Mo¿e
tylko trochê jako krajem z Rosj±
s±siaduj±cym.
Zdecydowanie wa¿niejsza jest
dla nich Europa jako ca³o¶æ,
a w niej Niemcy i oczywi¶cie
Ameryka, zdecydowanie nawet bardziej dzi¶
ni¿ Europa. Tak widz±
dzi¶ Polskê
statystyczni obywatele naszej federacji.
Przyczyn±
tego mo¿e byæ
równie¿ fakt, ¿e
nasze gospodarki nie wspó³pracuj±
ze sob± na w³a¶ciwym
poziomie. Wzajemne zainteresowanie jest bardzo czêsto
wynikiem relacji pomiêdzy poszczególnymi
krajami, ich wielko¶ci i czêstotliwo¶ci.
-A jaki wp³yw na ich kszta³towanie ma dzi¶ Polonia rosyjska i jaka jest w tym rola Polaków mieszkaj±cych w Petersburgu? -Polaków
w Petersburgu by³o zdecydowanie
wiêcej jeszcze przed rewolucj±
1917 roku. Potem w czasach stalinowskich, szczególnie w latach trzydziestych,
wykoñczono ich wielu. Stalin
uwa¿a³
zawsze Polaków za swoich wielkich wrogów. Jego zdaniem komunizm by³
zawsze obcy mentalno¶ci polskiej.
Polacy ginêli wiêc
tylko dlatego, ¿e byli Polakami.
Dzi¶ wszyscy odczuwamy w Petersburgu wielkie odrodzenie polsko¶ci. Ludzie zaczynaj± ponownie interesowaæ siê swoimi korzeniami, tak¿e ci którzy pochodz± z rodzin polsko-rosyjskich. Zdecydowana ich wiêkszo¶æ to ludzie tu urodzeni i wychowani nale¿±cy do trzeciego i czwartego pokolenia. S± to, podobnie jak i ja, zruszczeni potomkowie dawnych Polaków, którzy po latach zapomnienia garn± siê do kultury i jêzyka polskiego. Wielu z nich nale¿y dzi¶ do Stowarzyszenia Kulturalno-O¶wiatowego "Polonia" im. Adama Mickiewicza, Zwi±zku Polaków w Rosji czy innych organizacji polonijnych dzia³aj±cych w naszym mie¶cie.
-Czy Polonia w St. Petersburgu dostrzegana jest dzi¶ przez w³adze miejskie i okrêgowe? -Organizacje
polonijne utrzymuj± dzi¶
rozleg³e stosunki na obu szczeblach.
Stosunki polsko-rosyjskie na tych poziomach s±
bardzo otwarte, podobnie jak z innymi towarzystwami mniejszo¶ci
narodowych - np. z Niemcami, Ukraiñcami,
Finami czy Bia³orusinami.
Polonia petersburska powiêksza siê nadal. Z kraju nap³ywaj± tu nowe osoby, które z Rosjankami albo Rosjanami zawar³y ma³¿eñstwa mieszane. Mo¿na ¶mia³o powiedzieæ, ¿e jest to emigracja sercowa.
Nasza petersburska Polonia jest coraz bardziej aktywna. Aktywno¶æ ta jednak nadal wychodzi z konsulatu generalnego RP. Mo¿e i dlatego, ¿e nasza Polonia, w przeciwieñstwie np. do amerykañskiej, jest zdecydowanie ubo¿sza. Du¿± te¿ rolê w aktywizacji ¶rodowiska polonijnego Petersburga spe³niaj± parafie katolickie, w których nadal odprawia siê polskie nabo¿eñstwa.
-Jak liczna jest dzi¶ Polonia petersburska? -Trudno
jest niezmiernie na to pytanie odpowiedzieæ.
Optymalna wersja, pochodz±ca
ze ¶rodowiska polonijnego mówi
o 10, 20 a nawet 30 tysi±cach
takich ludzi. S± to jednak,
moim zdaniem, cyfry zdecydowanie przesadzone.
-Z jakimi ¶rodowiskami polonijnymi na ¶wiecie nasi rodacy w Petersburgu utrzymuj± kontakty? -Wszyscy niezmiernie ¿a³ujemy, ¿e mamy ci±gle zbyt s³abe kontakty z Poloni± amerykañsk±. Dla nas te kontakty by³yby niezmiernie po¿yteczne, ale i dla nich chyba te¿. Polonia rosyjska bardziej bliska jest swoim korzeniom. Tu ci±gle siê czuje to d±¿enie do polsko¶ci i jêzyka polskiego. Czy Polonia amerykañska jest pod tym wzglêdem do nas podobna? Moim zdaniem nie do koñca. Mo¿e dobrze by³oby, aby nasi amerykañscy rodacy zobaczyli czasem, jak ciê¿ko powodzi siê Polonii rosyjskiej. Musz± tu jednak wcze¶niej przyjechaæ im osobi¶cie siê o tym przekonaæ.
-Nie rozmawiali¶my jeszcze o "Gazecie Petersburskiej", któr± Pan obecnie kieruje... -Rok temu, kiedy przygotowywano pierwszy numer gazety, poproszono mnie o objêcie stanowiska redaktora naczelnego. Zgodzi³em siê. Nie bardzo mia³em jednak czas, aby siê ni± naprawdê zaj±æ. Przez szereg miesiêcy ciê¿ko chorowa³em. Dzi¶ czujê siê zdecydowanie lepiej i mam nadziejê, ¿e bêdê jej móg³ po¶wiêciæ zdecydowanie wiêcej swego czasu.
Nasza gazeta ci±gle siê rozpêdza. Ka¿de jej jednak wydanie uzale¿nione jest od dotacji z Polski. Sama, przy nak³adzie 999 egzemplarzy, utrzymaæ siê nie mo¿e. Nie maj±c wiêc ¿adnych zysków wszystko robimy spo³ecznie. Najbardziej zaanga¿owana jest w ni± pani Teresa Konopielko.
-Nie mogê te¿ nie zapytaæ siê Pana o oczekiwania Polonii petersburskiej w stosunku do Polski... -Oczekujemy prawdziwej mi³o¶ci od Macierzy. Odczuwamy j± wprawdzie od dawna, ale chcieliby¶my jej zdecydowanie wiêcej i to nie tylko w samych deklaracjach.
-Tego wiêc Pañstwu wszystkim ¿yczê. Dziêkujê te¿ za rozmowê.
Leszek W±tróbski
2002.08.17 Nasza Polonia
|