IFFR dzień drugi  - Jan Minkiewicz

2006.01.27, ostatnia aktualizacja 2006.01.28 Nasza Polonia

Co zrobić, jesli uważasz się za człowieka w miarę normalnego, a twoi rodzice są narkomanami, uzależnionymi od różnych pigułek, które pożerają w ogromnych ilościach. Oto co: stajesz się reżyserem i robisz o nich film. Tak właśnie postąpił John Maringouin. Film ostry, ale akceptowalny bo wyrażający miłość do rodziców, syna który wybacza im, że nie byli tacy jacy mogli być.

Kontrastem z tym surowym potępieniem narkomaństwa były zokochujące sie ryby. O tym właśnie mówi Irański film Aliego Raffiego. Mężczyźni porzucają rodziny, po latach wracają i odbierają żonom mieszkania, zapisane właśnie na nich. Aziz wraca po wielu latach, ale jakoś nie może wyrzucić żony, która ratuje się prowadzeniem restauracji. Film pobudza apetyt, bowiem widać powstawanie wspaniałych potraw takich jak faszerowane ryby, albo kurze nogi w ostrych sosach, i to jeszcze przy dźwiękach syczącego na patalni sosu. Wszystko kończy się dobrze, milość zwycięża.

Ten ostatni wątek jest mniej jasny w wypadku "Ody do Radości", tryptyku trzech łódzkich studentów Anny Kazejak-Dawid, Macieja Migasa i Jana Komasa. Zręcznie połączone ze sobą trzy nowele o młodych, którzy chcą wyjechać z Polski dla zarobku. Wszędzie przeplata się wątek miłosny, raz układa się lepiej, raz gorzej. Wreszcie mamy autoportret polskiej młodzieży, którego bohaterowie nie przyjmują bezkrytycznie wizji starszego pokolenia, a sami biorą odpowiedzialność za ułożenie swego życia. Polecam gorąco.


Plakaty "Ody do Radości" można wszędzie napotkać

 


Maciej Migas i Jan Komas w trakcie dyskusji z widzami
Foto's Grace Wychowanska

Obiecywałem jeszcze "Mojego Nikifora" Krzysztofa Krauze. Ładny i mocny film w ramach pogramu o życiorysach. Vita Brevis, czyli Krótkie Życie, o ostatnich lata życia Nikifora. Reżyser Krzysztof Krauze będzie obecny w ostatnich dniach festiwalu.

I na tym dobranoc i do jutra.


IIFFR tweede dag - Jan Minkiewicz

Wat te doen, als je jezelf als vrij normaal ziet, terwijl allebij je ouders junkies zijn, volledig afhankelijk van pillen, die ze in grote aantallen slikken? Dan word je regisseur en maak je een film over hen. Dat deed John Maringouin. Een scherpe film, maar te verteren, omdat de zoon van zijn ouders houdt, hen vergevend, dat ze niet geworden zijn wat ze konden worden.

Kontrasterend met deze rauwe veroordeling van drugs waren verliefde vissen. Daarover gaat de iraanse film van Alie Raffi. Mannen verlaten hun gezin, komen na jaren terug en pakken hun vrouwen het huis af. Aziz komt na jaren terug, maar kan zijn vrouw er niet uitgooien. Zijn vrouw, die zich redt met een restaurant. Van die film krijg je honger, bij alle gevulde vis, kippepootjes in scherpe saus, die sissend door het beeld gaan. Alles loopt goed af, de liefde overwint.

Dat is minder duidelijk in de triptiek "Ode aan de Vreugde" van drie studenten uit het Poolse Lodz, Anna Kazejak-Dawid, Maciej Migas i Jan Komasa. Drie slim aan elkaar verbonden novelle over jongeren, die uit Polen willen vetrekken om geld te verdienen. Overal speelt de liefde een rol, de ene keer gaat het goed, de andere keer minder. Eindelijk een autoportret van poolse jongeren, die niet klakkeloos de geboden van de ouderen overnemen, maar zelf verantwoording nemen voor hun leven. Ik beveel deze film van harte aan.

Ik had nog iets beloofd van gisteren: "Mijn Nikifoor" van Krzysztof Krauze. Een mooie film over de laatste jaren van een van de beroemdste naieve schilders, de Pool Nikifoor in het programma met autobiografieen, Vita Brevis. De Poolse regisseur Krzysztof Krauze is aan het eind van het festival aanwezig.

Welterusten en tot morgen.