KULTURA

³noc - Po³udnie, czyli traktat o rozpadzie

Grzegorz Kozyra : 16 wrzenia 2004, 14:01 kontrateksty.pl

¬ród³em muzyki jest pewien gest
blisko spokrewniony ze ¼ród³em p³aczu.
Jest to gest rozlu¼nienia.
Theodor W. Adorno

1.
Nie bêdzie to bynajmniej ani esej o amerykañskiej wojnie domowej, która przeora³a psychikê Jankesów i wywo³a³a szok milionów tamtejszych szarych obywateli, ani o zagadkowych nadziejach globalizmu próbuj±cego wyrównaæ ekonomiczn± przepa¶æ miêdzy Pó³noc± i Po³udniem. Bêdzie to raczej analiza upadku pewnego mitu czy te¿ estetycznego zjawiska, które zawa¿y³o na duchowym rozwoju cz³owieka. Pani de Stael, utalentowana osóbka pochodz±ca ze znanego i szlachetnego rodu, szuka³a na pocz±tku XIX w. uzasadnienia dla nowego etapu w historii sztuki i odnalaz³a je, porównuj±c literaturê ródziemnomorsk±, klasyczn±, prost±, czyst± i jasn± z literatur± nowoczesn±, marzycielsk±, mglist± i pe³n± uniesieñ; przeciwstawiaj±c Po³udnie (Homera, Racine`a, Corneille`a) - Pó³nocy (Szekspirowi i Schillerowi). Dodajmy od siebie, Haydna, Mozarta - Schumanowi i Schubertowi. Dla madame de Stael tylko ta druga literatura ma szansê rozwoju, bo jej Duch zwraca siê bezporednio do serca, interesuje siê bowiem ¿yciem wewnêtrznym. "W czasach wspó³czesnych wiêksz± rolê odgrywa charakter; ów niepokój myli, po¿eraj±cy nas czêstokroæ jak sêp Prometusza, wydawa³by siê on szaleñstwem wród okrelonych i jasnych stosunków, jakie istnia³y w ustroju spo³ecznym i pañstwowym staro¿ytnych...".

Potrzeba ucieczki poza granice w³asnej duszy, poczucie niepewnoci losu, indywidualizm i ekstaza, a przede wszystkim szczero¶æ i g³êbia s± wa¿niejsze od koncentracji i szlachetnoci. Nowa sztuka to apoteoza uczucia i uniesienia. Nieca³e 100 lat po wydrukowaniu rozwa¿añ piêknej francuskiej damy owa sztuka przybierze charakter ca³kowitego rozlu¼nienia i rozpadu. Romantyzm z uniesieniami duszy przemieni siê w formê estetycznego zadufania, têsknotê za z³em i potwornociami. Wczeniej trochê, wewnêtrzne stany serca bêd± interesowa³y Charlesa Baudelaire`a ju¿ nie jako znak poruszeñ duszy w harmonii ze wszechwiatem, ale jako indywidualistyczne odrzucenie - jako p³acz. "Bowiem zaprawdê, Panie, jedynym na wiecie/dowodem, co zawiadczy o naszej godnoci/ jest ten szloch, który p³ynie z stulecia w stulecie/by - nim skona -dope³zn±æ na próg twej wiecznoci.".

2.
Baudelaire bêdzie prekursorem dekadentów, tych ch³opców diabolicznych, zapatrzonych w szatana. Takimi samymi prekursorami bêd± Paul Verlaine i Stephan Mallarmé. Wzorem prawdziwym dla "schy³kowców" bêdzie jednak bohater powieci "Na wspak" Jorisa-Karla Huysmansa - des Esseintes - esteta têskni±cy za mierci±. Program dekadentów ³±czy elementy muzyczno-wêchowo-dotykowe, ich ulubionymi s³owami s± zmys³owo¶æ i niepokój, dorzuci³bym jeszcze ekstazê, amoralno¶æ, perwersjê, sztuczno¶æ. "Salome" Oscara Wilde’a jest sztuczna w apoteozie z³a jak malarstwo Gustawa Moreau czy Odilona Redona.

Ekstaza dekadencka przenika³a wówczas do wszystkich sztuk - do twórczoci "czystych" wydawa³oby siê malarzy takich jak Paul Gaugain, Vincent van Gogh, Paul Cézanne, najbardziej wyra¼nie do muzyki, która wch³ania³a "artyzm" des Esseintesów - jest to motyw charakterystyczny choæby dla Claude’a Debussy`ego i jego "Popo³udnia fauna", tak¿e Erica Satie "Trois Gymnopédies", "Gnossennes". Sam Friedrich Nietzsche nie by³ w m³odoci obojêtny na dekadenck± ideologiê, któr± dostrzeg³ u Richarda Wagnera. "Narodziny tragedii z ducha muzyki", oprócz apoteozy twórczoci autora "Piercienia Nibelungów", wznosz± now± estetykê - przeciwstawienie dionizyjskiej i apolliñskiej sztuki - upojenia i spokoju, ¿ywio³u ¿ycia i kontemplacji piêkna. Wagner jest dla Nietzschego dionizyjskim marzycielem, którego krzyk i têskni±cy g³os s³uchacz musi przyj±æ ze strachem i groz±. Wagner walcz±c z kultur± apolliñsk± najsilniej wyra¿a ducha wspó³czesnej muzyki - nie jest reprezentantem bezcielesnego uduchowienia, ale irracjonalnej si³y.

Muzyka - twierdzi Nietzsche - musia³a narodziæ siê z tragedii, z uniesienia, z p³aczu. Nerwowe, spazmatyczne d¼wiêki oper Wagnera odradzaj± niemiecki mit, a mieræ, która odgrywa tak wielk± rolê w mitologii germañskiej, staje siê zrozumia³a i pe³na rozkoszy dla ka¿dego, kto ma zmys³ estetyczny. "¯ywio³ dionizyjski ze sw± prarozkosz± czerpania nawet z bólu jest wspólnym tonem, z którego narodzi³a siê muzyka i mit tragiczny" - pisa³ Nietzsche, podkrelaj±c tak¿e rolê dysonansu muzycznego, którym zach³ynie siê pod koniec XIX w. Gustaw Mahler, a potem mi³onik Wagnera i Nietzschego - Ryszard Strauss.

3.
Patrzenia w niebo i s³uchania Bacha, rozkoszowania siê d¼wiêkami sonat Beethovena nie ma ju¿ w muzyce, która rodzi siê w umys³ach Mahlera czy Skriabina. Dysonans roz³upa³ humanistyczn± wiadomo¶æ. Jak narodzi³ siê dysonans? Czy tylko z przewartociowania wszystkich wartoci? Je¿eli pierwszy by³ Wagner (a przecie¿ nie tylko on tworzy³ takie d¼wiêki), to dlaczego tak d³ugo musielimy czekaæ na Mahlera z muzyk± nawi±zuj±c± do klasycyzmu, ale jak¿e odwrócon± od niego - demoniczn± i rozdygotan±. W VIII Symfonii zwanej "Symfoni± Tysi±ca", rozpoczynaj±cej siê od hymnu "Veni creator spiritus", rozbrzmiewa ju¿ ca³y wszechwiat - tak wyra¿a siê o swojej muzyce Mahler i zaraz dodaje "nie ma tu ju¿ ludzkich g³osów, ale s³yszymy planety i s³oñca". To prawda, cz³owiek nie jest ju¿ potrzebny w wiecie d¼wiêków, zamieszka raczej w pustce nieskoñczonoci. Ta muzyka jest dramatyczna i iluzoryczna, zakrela jakie olbrzymie ko³o miêdzy klasycyzmem a ekspresjonizmem i nowymi czasami. W niedokoñczonej "X Symfonii" na pró¿no szukaæ cz³owieka. Dysonans goni tutaj dysonans, to nie jest ju¿ muzyka dramatyczna, ale tragiczna w treci i formie.

Muzyka opiewa triumf mierci - tak jak w "¦mierci i wyzwoleniu" Richarda Straussa, poemacie, który zdaniem historyków muzyki, rozpoczyna ekspresjonizm. Tak jest tak¿e w "Peleasie i Melizandzie" Arnolda Schonberga, ostatnim spokojnym w miarê utworze austriackiego twórcy, który ju¿ nied³ugo zrewolucjonizuje muzyczn± estetykê. Powsta³a w owym czasie tak¿e kompozycja, która mo¿e najpe³niej wyra¿a tendencje epoki - to "Poemat ekstazy" Aleksandra Skriabina, utwór przywodz±cy na myl Liszta i doskona³y odnonik do literackiej dekadenckiej twórczoci Gabriela d`Annunzio, zafascynowanego Wagnerem i Schopenhauerem, ale tak¿e Nietzschem. "Triumf mierci", powie¶æ demoniczna w treci, jest rozwiniêciem myli Schopenhauera "Mi³o¶æ jest najwy¿sz± u³ud±, która poprzez sid³a swego czaru zapala w piersi ludzkiej zwodnicz± nadziejê zbawienia". Opowie¶æ o mierci mi³oci w tonacji ekstatycznej to próba literacka, której nie powstydzi³by siê nawet Baudelaire. I dlatego d`Annunzio wyrós³ na jednego z koryfeuszy ruchu. Niektórzy z jego kolegów stwierdzili nawet, ¿e ponad miarê. Ale jest w tej powieci niew±tpliwie zauwa¿alny rytm rozpadu, zapach pleni, która zagnie¼dzi³a siê na zdrowym wydawa³oby siê organizmie m³odych i piêknych ludzi, bohaterów utworu.

4.
Szko³a frankfurcka jest dla mnie czym martwym, bo nie przyjmujê jej admiracji dla pozytywizmu, Marksa i lewicy. Ale esej Theodora Adorna "Filozofia nowej muzyki" wietnie nawietla narodziny nowoczesnej muzyki, ju¿ nie z ducha tragedii, ale spod znaku rozpadu - dodekafonii Arnolda Schonberga. Adorno przedstawia rozwój muzyki na tle rozwoju kultury owego czasu, nie pomijaj±c spo³ecznych uwarunkowañ epoki. Ten przemawiaj±cy do czytelnika kontekst zafascynowa³ tak¿e Tomasza Manna, który wykorzysta³ niejeden fragment ksi±¿ki Adorna w "Doktorze Faustusie". Nie trudno dostrzec, ¿e ca³a filozofia nowej muzyki opiera siê na rewolucji w myleniu. Zasadniczym przedmiotem ksi±¿ki jest kryzys muzyki XX wieku jako jeden z aspektów kryzysu kultury. Adorno wie o tym, ¿e kultura wspó³czesna jest w rozpadzie. Co ciekawe, Schonberg jako rewolucjonista i przeciwnik cywilizacji przemys³owej, jest dla Adorna twórc± zbuntowanym przeciw spo³eczeñstwu, stwarzaj±cym w³asn± technikê, ale jednoczenie poddaj±cym siê jej represyjnym rodkom i rezygnuj±cym z prawdy (s³ynna teza Hegla z jego "Estetyki" zak³ada, ¿e w sztuce nie mamy do czynienia z jak±¶ tylko przyjemn± czy po¿yteczn± rozrywk±, lecz z rozwijaniem prawdy).

Nowoczesna prawda zda³a siê jednak na nic. Schonberg próbowa³ i mu siê nie uda³o, czy powiod³o siê Igorowi Strawiñskiemu? Adorno twierdzi, ¿e Strawiñski w poszukiwaniu zagubionej przez Wagnera autentycznoci muzyki, przyjmuj±c za kanon rezygnacjê z wszelkiego psychologizmu, doszed³ w koñcu wbrew pierwotnym intencjom do akceptacji spo³eczeñstwa, przeciw któremu siê zbuntowa³. Strawiñskiemu siê dosta³o, mo¿e s³usznie - bo Adornowi nie podoba siê jego ekwilibrystyka, ekspresjonizm i w koñcu neoklasycyzm. Bli¿sza jest mu "naiwno¶æ" postawy Schonberga, który liczy jeszcze na to, ¿e jego rewolucja odmieni rozwój muzyki. Tak siê jednak nie sta³o. Muzyka wkroczy³a w regiony wielkiej herezji, odwracaj±c siê od prostoty, kontrapunktu, klasycznej precyzji.

5.
Patrz±c jak rozpad wciela siê w prozê Hermanna Brocha, Roberta Musila, Jamesa Joyce`a, w malarstwo Pabla Picassa i Paula Klee, jak prze¿arta jest nim muzyka Beli Bartoka, a tak¿e innych mistrzów spod znaku dodekafonii - Albana Berga, Antona Weberna, Karla Stockhausena, nie trudno dostrzec, ¿e rozpad muzyki musia³ doprowadziæ do skomponowania takich utworów, w których nie ma ju¿ d¼wiêków; w utworze Johna Cage’a przez kilka minut panuje ca³kowita cisza - oznaka pustki i nicoci. Powie¶æ - chocia¿by "Lunatycy" Brocha - wyra¿a ju¿ tylko swoj± iluzoryczno¶æ - austriacki pisarz rozbija narracjê esejami, felietonami, pisze traktat o rozk³adzie, widz±c to zjawisko wszêdzie (w psychologii, filozofii, estetyce, ekonomii). Literatura jest wyczerpana, muzyka tak¿e, tym bardziej malarstwo, które potrafi przedstawiaæ ju¿ tylko kropkê na wielkim bia³ym p³ótnie.

Wszystko zaczê³o siê od romantycznego indywidualizmu - jak pamiêtamy - i uczucia, pó¼niej artyci szukaj± mocnych wra¿eñ, modl± siê do szatana, odrzucaj± Apollina i wskazuj± na Dionizosa, chaos i tragediê, potem przychodzi dysonans i ekstaza. A na koñcu - rozpad. Czy mo¿e co siê jeszcze wy³oniæ z chaosu form? Glenn Gould nie tylko kocha³ Bacha, tak¿e Schonberga. Na co chcia³ zwróciæ uwagê w muzycznym myleniu Austriaka? Na matematyczn± Technikê czy subteln± Formê? Gould twierdzi³, ¿e jedyn± s³uszn± drog± artysty jest ekstaza, która mo¿e byæ jednak pozorna lub prawdziwa. Takie rozró¿nienie warto zapamiêtaæ. Jest proste i dla Goulda ma bardzo wa¿ne znaczenie. Szczególnie dla jego Nowej Filozofii. Gould potrafi wietnie odró¿niæ prawdê od fa³szu. I chocia¿ czasami prawdziwej ekstazy Wagnera, Straussa czy Strawiñskiego znie¶æ nie mogê, to podziwiam kanadyjskiego wirtuoza za konsekwencjê i nie sprzeniewierzenie siê swojej filozofii. Dla mnie jednak wiele dzie³ Schonberga czy Strawiñskiego przypomina dysonans, zgrzyt przesuwanego po szkle przedmiotu.

6.
Nawet poeta Piêkna i Etyki, zafascynowany muzyk± i wiêtym S³owem bywa uk±szony przez sceptyków. Rozpacz jest tu¿, tu¿. Ta dekadencka rysa na pos±gu bynajmniej nie wzrusza. Josif Brodski napisa³ wiele wierszy z ducha Pó³nocy - zimnych jak marmur. Mówi± one o czasach prze³omowych dla cywilizacji, o koñcu pewnej epoki. Brodski jest jednak poet±-mylicielem, takim jak Wystan Auden czy Thomas Steans Eliot, nie potrafi tylko pisaæ ³adnych "b³yskotek" liryczno-muzycznych. W tym zmaganiu siê z histori±, nie³adem wiata otwiera jakie nowe mo¿liwoci dla poezji. W wierszu "Fin de siècle" pisze - "Wiek ju¿ siê koñczy, wczeniej skoñczê ja", przeczuwaj±c swoje odejcie. Pomimo to czujemy, ¿e jest to ironiczna gra z samym sob± i czytelnikiem. Nie ma tu pesymizmu, ale muzyczna i metaforyczna swoboda.

W "Elegii" poeta nie ³udzi siê, co do losu cz³owieka - "Wszystko przerasta lud¼mi. Ruiny s± rodzajem trwa³ej budowli. Serce od czarnych dziur siê zdaje ró¿niæ ju¿ tak niewiele...". Ale mimo wszystko w "Nowym ¿yciu" odpowiada na ten nie³ad nut± optymizmu - wierzy w ludzi tworz±cych sztukê, poezjê, malarstwo. Jest to odpowied¼ na Absurd, na dramaty Becketta i prozê Thomasa Bernharda, muzykê Wagnera i pieni Mahlera. Jest to powrót do tego wyznania poety, za które go kochamy - "poezja jest etyk± jêzyka". W "Odczycie na sympozjum" Brodski t³umaczy to jeszcze dosadniej - "Piêkno dla nikogo nie bywa gro¼ne. W piêknie siê nie kryje ¿adne niebezpieczeñstwo. Pos±g Apollina przecie¿ nie parzy". Wierzymy poecie, czasami wyk³ad o Piêknie jest wa¿niejszy od Historii, Absurdu, Samotnoci. Bardziej przybli¿a do zbawienia. Apollin znów ujawnia swoj± prawdziw± twarz. Jest to profil Klasyka, twarz cz³owieka Pó³nocy zakochanego w Po³udniu. Trudno siê dziwiæ, ¿e Brodski kaza³ siê pochowaæ w Wenecji, miecie po³udniowym, w którym triumfuje estetyka pó³nocy.

7.
Ratunek jest zawsze w klasycyzmie, w ozdrowieñczych wersach "Potêgi smaku", ale tak¿e w muzyce, która nie zapomnia³a o kontrapunkcie, w dzie³ach Estoñczyka Aarvo Parta, Polaka Henryka Miko³aja Góreckiego czy Anglika Johna Tavenera. Kto móg³by powiedzieæ, ¿e w tej muzyce jest mniej d¼wiêków, a wiêcej ciszy, ten minimalizm a¿ czasami rozprasza. Ale Duch stêskniony za rozterk±, za zgryzot± nie umie powstrzymaæ siê od takiego spojrzenia. Przestrzeñ ma ju¿ tu inne znaczenie. Mo¿na nawet za³o¿yæ, ¿e czas to nie czwarty wymiar, tylko nowy - potê¿niejszy od przestrzeni. Czas w takim utworze jak "Pasja wed³ug w. Jana" Aarvo Parta jest Tomaszow± Wiekuistoci± - oddechem nieskoñczonoci. Ma siê wra¿enie, ¿e nigdy nie by³o ¿adnej Pustki, ¿e cz³owiek ma w sobie wiêcej Piêkna ni¿ Z³a. Part zafascynowany Bachem - stworzy³ nawet utwór jemu powiêcony - wierzy w si³ê kontrapunktu i fugi. Rozpiera go rado¶æ, gdy s³yszy koncert, w którym nie ma pustego ceremonia³u, nie ma ciszy bez d¼wiêków, ale jest narysowany o³ówkiem obraz wij±cego siê wê¿a. Nie bezkszta³tnego, oczywicie - tak ocenia³ symfonie Brucknera Brahms, nazywaj±c je bezkszta³tnymi wê¿ami. Nie. Jest to w±¿ wij±cych siê d¼wiêków prawdziwego Porz±dku wszechwiata, £adu zamkniêtego w przestrzeni czasu. Jest to muzyka sfer, w której s³ychaæ harfy anielskie.

Grzegorz Kozyra

http://www.kontrateksty.pl/