rp.pl >> Kultura >> Film

 

Polacy w poszukiwaniu ziemi obiecanej

Barbara Hollender 05-03-2008, ostatnia aktualizacja 05-03-2008 18:48 rp.pl

 

W pi±tek na ekrany wejdzie film Kena Loacha „Polak potrzebny od zaraz" opowiadaj±cy o polskich emigrantach w Londynie. Obraz ten powsta³ w koprodukcji z Polsk±, a czź¶ę zdjźę zosta³o nakrźconych w Katowicach. Z Kenem Loachem rozmawia³a Barbara Hollender


¼ród³o: Materia³y Promocyjne

+zobacz wiźcej

Æywot rodaka w Londynie

Bolesna konfrontacja z wolnym ¶wiate

Rz: Paul Laverty, scenarzysta, z którym wspó³pracuje pan od ponad dziesiźciu lat, mówi, æe wasze filmy bior± siź "z powietrza": z notek prasowych, drobnych zdarzeń, rozmów z lud¼mi. Jak by³o z "Polakiem potrzebnym od zaraz"?

Ken Loach: Æyjemy w czasach wielkich migracji. Nie tylko w Europie, na ca³ym wiecie. Wojny, konflikty polityczne i nźdza sprawiaj±, æe wielu ludzi zostawia bliskich i wyjeædæa z w³asnych krajów. Mieszkańcy Ameryki ¦rodkowej i Po³udniowej uciekaj± do Stanów, ruszaj± siź Afryka, Azja. W ostatnim dziesiźcioleciu Wielka Brytania sta³a siź mekk± dla obywateli krajów postkomunistycznych. Mielimy wiźc z Paulem wraæenie, æe warto pokazaę sytuacjź emigrantów w Londynie. Ci ludzie, którzy nie znale¼li miejsca w swoich krajach, w Anglii s± czźsto wykorzystywani przez pracodawców. Ciźæko haruj±, s± oszukiwani, æyj± w strasznych warunkach.

Czy przygotowuj±c siź do tego filmu, pozna³ pan rodowisko pracuj±cych w Londynie Polaków?

Rozmawia³em z emigrantami zatrudnionymi w supermarketach, na budowach. Nie tylko Polakami. A znakomicie spenetrowa³ to rodowisko Paul. Trafi³ on m.in. do fabryki w Birmingham, gdzie pozna³ losy wielu zagranicznych robotników. Ich æycie czźsto uk³ada³o siź tak dramatycznie, æe gdyby nakrźcię o nich filmy, nikt by nie uwierzy³, æe to prawdziwe historie.

"To, æe krytykujź brytyjski rz±d, wcale nie znaczy, iæ nie lubiź w³asnego kraju

W Polsce pana obraz wchodzi do kin jako "Polak potrzebny od zaraz", jednak jego oryginalny tytu³ brzmi "It's a Free World" ("To wolny kraj"). Jego bohaterkami s± Angielki sprowadzaj±ce emigrantów, takæe Polaków, do pracy.

Bo opowiadam nie tylko o emigrantach. Takæe o nas. O systemie, który toleruje albo wrźcz opiera siź na nieuczciwym pozyskiwaniu taniej si³y roboczej. I rz±dzi siź drapieænymi prawami. Grana przez Kierston Wareing Angie nie jest z³± kobiet±. Po prostu poddaje siź logice biznesu: konkurencja jest ogromna, wiźc jeli chce przetrwaę na rynku, musi ci±ę koszty.

To, co pan pokazuje, uzmys³awia widzowi, jaka przepa¶ę dzieli piźkne has³a o solidarnej europejskiej wspólnocie od rzeczywistoci.

Problemom zwi±zanym z emigracj± towarzyszy w Anglii potworna hipokryzja. Rz±d ustala minimaln± p³acź, ale potem godzi siź na omijanie prawa i przymyka oczy na nieprawid³owoci. Bo gdyby wszyscy zarabiali nie najgorsze pieni±dze, w kraju wzmog³aby siź inflacja, a gospodarka mog³aby stracię swoj± równowagź. Tź hipokryzjź podnieca prawicowa prasa. Jej dziennikarze pisz±, æe emigranci na koszt Brytyjczyków lecz± siź w szpitalach i kszta³c± swoje dzieci, przez co klasy w publicznych szko³ach staj± siź przepe³nione Ale nie wspominaj± o tym, æe obecno¶ę tych ludzi pobudza gospodarkź i æe na taniej sile roboczej opiera siź wiele przedsiźbiorstw. Mamy 25 róænych organizacji, które powinny zajmowaę siź emigrantami, ale to jest fikcja.

Jaki jest - pana zdaniem - stosunek zwyczajnych Anglików do polskich emigrantów?

Wiźkszo¶ę moich rodaków uwaæa ich za dobrych i sumiennych pracowników. Ale wszystko ma swoje dwie strony. Emigranci, pracuj±c za niskie stawki, psuj± rynek - przez nich zaczynaj± spadaę stawki proponowane robotnikom angielskim. A to rodzi niechźę Brytyjczyków. Mi³o¶ę pracodawców teæ jest zreszt± do¶ę krucha. Kiedy Anglia otworzy³a granice, Polacy byli przez nich bardzo mile widziani, bo byli najtańsi. Dzisiaj siź to zmieni³o. Przedsiźbiorcy brytyjscy nie zatrudniaj± juæ Polaków tak chźtnie jak dawniej, bo na rynku pojawili siź przedstawiciele innych nacji, Ukraińcy, Azjaci, którzy pracuj± za jeszcze mniejsze pieni±dze.

W swoich filmach mówi pan czźsto rzeczy niepopularne. Po "Wietrze buszuj±cym w jźczmieniu" jeden z brytyjskich dzienników "Daily Mail" zatytu³owa³ recenzjź "Dlaczego ten Loach tak bardzo nienawidzi swojego kraju?". Jak pan przyjmuje tak± krytykź?

Nie rozumiem jej. W innym pimie "The Sun" napisano, æe tego filmu w ogóle nie wolno ogl±daę, æe trzeba go zbojkotowaę. Tymczasem demokracja polega w³anie na tym, æe obywatel ma prawo wypowiadaę swoje zdanie. A czy ja muszź kochaę rz±d? To, æe go krytykujź, wcale nie znaczy, æe nie lubiź w³asnego kraju. Rz±d to nie kraj, nie naród. Dlatego - choę jest mi oczywicie przykro - staram siź takimi inwektywami nie przejmowaę.

Powiedzia³ pan kiedy: "Film nie jest politycznym manifestem ani publicystycznym artyku³em". Jaka jest wiźc jego rola? Wierzy pan, æe sztuka moæe zmieniaę wiat i wraæliwo¶ę ludzi?

Nie wiem, czy film moæe cokolwiek zmienię. Ale powinien uwiadamiaę widzom problemy, poszerzaę ich spojrzenie na rzeczywisto¶ę, rodzię solidarno¶ę z tymi, którzy s± krzywdzeni. To w³anie staram siź robię.

Ken Loach, reæyser angielski ur. 17 czerwca 1937 roku

Pracowa³ w telewizji BBC, gdzie zrealizowa³ kilkadziesi±t spektakli telewizyjnych, programów publicystycznych i dokumentów. W 1967 r. zadebiutowa³ filmem fabularnym "Czekaj±c na æycie". Jest twórc± mocnych dramatów spo³ecznych, jak "Riff-Raff", "Wiatr w oczy", "Jestem Joe", "S³odka szesnastka", a takæe filmów powiźconych historii i walce o wolno¶ę, m.in. "Ziemia i wolno¶ę", "Pie¶ń Carli", "Chleb i róæe" czy nagrodzony Z³ot± Palm± w Cannes "Wiatr buszuj±cy w jźczmieniu". Swój ostatni obraz "Polak potrzebny od zaraz" nakrźci³ w koprodukcji z Polsk±.

¬ród³o : Rzeczpospolita

http://www.rp.pl/