PLUS MINUS

KONTROWERSJE

Bez winy, bez wstydu

2005.12.17 Rzeczpospolita

Jedna z internautek napisa³a o niej: "Zwyk³a koza id±ca po trupach do celu. Jest gotowa na mordowanie ¿ywych zwierz±t dla swojej zabawy". - To osoba, która szuka tanich wra¿eñ - odpowiada Kozyra. Jej samej zarzucano to wielokrotnie Pokazywa³a swoje prace w Amsterdamie, Mediolanie, Pary¿u, Sao Paolo. Jedni padaj± przed ni± na kolana, inni licz±, ¿e sp³onie na stosie. Katarzyna Kozyra podpad³a Zwi±zkowi Polskich Artystów Plastyków, Towarzystwu Opieki nad Zwierzêtami, Polskiemu Czerwonemu Krzy¿owi, Akcji Katolickiej, wojewodzie ³ódzkiemu, radnym Bielska-Bia³ej... Przed szecioma laty Ministerstwo Kultury i Sztuki odmówi³o przyznania jej stypendium. Kilka dni pó¼niej zosta³a pierwsz± polsk± artystk± wyró¿nion± w Wenecji na najwa¿niejszym wiatowym festiwalu sztuki wspó³czesnej



"Diva. Reinakarnacja", Centrum Sztuki Wspó³czesnej w Warszawie, 2005

(c) JACEK WAJSZCZAK/REPORTER


 

"Kara i zbrodnia", 2002



"Olimpia" (fragment) 1996

 




"Piramida zwierz
±t", Zachêta, 1993

"Zazdroszczê tym artystom, którzy tworz± estetyczne, oszczêdne, ³adnie wykoñczone przedmioty - mówi³a przed kilkoma laty. - Albo konceptualistom, którzy pos³uguj± siê tekstem, ¿ongluj± ideami. Ja te¿ bym tak chcia³a, ale nie przychodz± mi do g³owy fajne pomys³y, tylko upierdliwe, ciê¿ko wykonalne". Najskuteczniejsz± formê kontaktu z Katarzyn± Kozyr± stanowi dzi Internet, bo artystka ci±gle jest w drodze. Obecnie pracuje nad czterema projektami naraz. "Kontynuujê zawziêcie "In art dreams come true" z Gloria Viagra i Maestro Grzegorz Pitulej (nied³ugo muszê zakoñczyæ - szukam kasy na monta¿ i parê ostatnich scen). Kontynuujê "Faces" z Tancerzami. Przygotowujê projekcik, co do którego NIE WOLNO MI siê zdradziæ z obawy, ¿e nic nie wyjdzie. PERFORMANS PRZYGOTOWUJÊ... mniejszy... i zaraz potem wiêkszy chyba. Tyle na: styczeñ, luty, marzec".

Wysy³am e-maila: Czy projekt artystyczny musi wymagaæ powiêcenia?

- Ja do projektu podchodzê powa¿nie - odpowiada. - Jeli co jest proste i oczywiste, nie marnujê na to czasu.

- W sztuce najwa¿niejsza jest dla pani tre¶æ, która ma poruszyæ ludzi. Czy odbiorców, którzy ledzili na ¿ywo wydarzenia w Bies³anie, da siê jeszcze poruszyæ?

- Sztukê i rzeczywisto¶æ odbiera siê jednak na ró¿nych p³aszczyznach. Trudno rozpatrywaæ Bies³an w kategoriach estetycznych czy filozoficznych. Sztuka i ¿ycie gdzie siê zazêbiaj±, ale nie jad± na tym samym wózku.

- Jedna z internautek napisa³a o pani: "Jest gotowa na mordowanie ¿ywych zwierz±t dla swojej zabawy. Jeli nie by³oby to karalne, jestem pewna, ¿e posunê³aby siê szybciutko do u¿ycia zw³ok dzieci, kobiet, mê¿czyzn. To zwyk³a koza id±ca po trupach do celu (dos³ownie!). Zero duchowoci. Tylko popularno¶æ i kasa. Dno!!!". A gdyby rzuci³a to prosto w oczy?

- Takiej osobie odpowiedzia³abym, ¿e szuka tanich wra¿eñ - odpisuje Kozyra. Jej samej zarzucano to wielokrotnie.

Do góry nogami

Atmosfera skandalu towarzyszy jej od pracy dyplomowej na Wydziale Rze¼by warszawskiej Akademii Sztuk Piêknych. "Piramidê zwierz±t" tworzy³y wypchane trocinami koñ, pies, kot i kogut. Opini± publiczn± wstrz±snê³a wiadomo¶æ, ¿e czworonogi zosta³y zabite dla potrzeb dzie³a. Prawda by³a nieco inna. Koñ przeznaczony by³ do rze¼ni, pies i kot by³y ju¿ nie¿ywe, gdy znalaz³a je Kozyra, jedynie kogut pad³ ofiar± artystycznego projektu.

Impulsem do powstania rze¼by by³a bajka "O czterech muzykantach z Bremy" braci Grimm. "Zaczê³o siê od wyobra¿enia sobie zwierz±t - t³umaczy³a autorka w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej". - Uciekaj± one przed mierci±. Osio³ mia³ byæ zabity, pies zastrzelony, kot utopiony, kogut zjedzony na obiad. W czasie swej wêdrówki wdrapuj± siê jedno na drugie, by zajrzeæ przez okno do chatki. W bajce by³ osio³, ale koñ jest lepszy, bo konia bardziej ¿al. Przewrotno¶æ tej pracy na tym polega, ¿e wywracam bajkê do góry nogami. Tym razem zwierzêta nie uciek³y spod no¿a i tak naprawdê nigdy nie maj± szansy uciec. Nie chodzi³o o to, ¿eby kogo zraniæ, ¿eby zabiæ, sprawdziæ siê. To by³a próba podzielenia siê z lud¼mi tym, co sobie uwiadomi³am: istnienie polega na przemianie, rotacji, wzajemnym z¿eraniu siê. Nie chcia³am nikomu uwiadomiæ, ¿e nie wolno zabijaæ zwierz±t. Tu nie ma nic do uwiadamiania. Po prostu tak jest. Nikt nie rozpacza nad kurami, koñmi, krowami, które codziennie gin±. A tu nagle ludzie odczuli, ¿e zabito zwierzêta".

Ekspozycji towarzyszy³a projekcja filmu wideo, pokazuj±cego proces obdzierania konia ze skóry. W ulotce towarzysz±cej premierowej prezentacji dyplomu Kozyra pyta³a: "Czy ta praca mo¿e byæ oceniona tylko jako rze¼ba, czy równie¿ daje siê oceniæ proces jej przygotowania i wi±¿±ce siê z nim reakcje i prze¿ycia?".

Odpowied¼ by³a twierdz±ca. Zarz±d G³ówny Zwi±zku Polskich Artystów Plastyków wys³a³ pisma protestacyjne do rektora ASP oraz Ministerstwa Kultury i Sztuki, powiadamiaj±c jednoczenie redakcjê programu telewizyjnego "Animals". Towarzystwo Opieki nad Zwierzêtami grozi³o artystce s±dem. Xymena Zaniewska-Chwedczuk, s³ynna projektantka mody, scenograf i architekt, pisa³a w licie otwartym: "Zast±pienie indolencji warsztatowej dreszczykiem, ¿e oto ogl±damy trupy prawdziwych zwierz±t, wydaje mi siê wyj±tkowo parszywe". "Uwa¿am to za pornografiê" - dorzuca³ profesor Jacek Wo¼niakowski na ³amach "Tygodnika Powszechnego". Kozyra prze¿y³a wstrz±s, o którym opowiada³a plastykowi Arturowi ¯mijewskiemu: "Wybuch afery mnie zaskoczy³. Pierwsze napastliwe artyku³y w prasie sprawi³y mi satysfakcjê. Lawina nastêpnych wzbudzi³a mój histeryczny strach. Przesta³am panowaæ nad ogarniaj±cym mnie lêkiem. Ca³ymi tygodniami nie mog³am spaæ".

Sta³a siê wrogiem publicznym numer jeden, obroñcy moralnoci zaczêli grzebaæ w jej ¿yciu prywatnym tak skutecznie, ¿e wkrótce gruchnê³a wiadomo¶æ o ciê¿kiej chorobie artystki. W 1992 r. lekarze stwierdzili u niej nowotwór z³oliwy wêz³ów ch³onnych.

Mieæ to za sob±

Jej oboje rodzice - Alicja i Ryszard - byli ekonomistami. Ojciec pracowa³ w Przedsiêbiorstwie Handlu Zagranicznego Animex, co wi±za³o siê z koniecznoci± d³ugich pobytów za granic±. Kiedy mia³a trzy lata, wyjecha³a z rodzin± do Austrii. Naukê w podstawówce rozpoczê³a w Wiedniu, a kontynuowa³a w Warszawie. Do gimnazjum chodzi³a w Monachium.

Wrócili do Polski, gdy mia³a 17 lat. Trafi³a do znanego z ¿elaznej dyscypliny Liceum im. Lelewela. "Tam mnie amputowali - wspomina³a po latach. - Pierwszy raz poczu³am, ¿e chcia³abym byæ babci±, ¿eby mieæ to za sob±". Nauka sz³a jak po grudzie, wiêc zmieni³a szko³ê na liceum dla pracuj±cych przy Centrum Kszta³cenia Ustawicznego nr 1 w Warszawie, ironicznie zwane "sorbon±". Dwa tygodnie przed jej matur± ojciec zmar³ na raka. Przez d³ugi czas b³±ka³a siê po kursach pomaturalnych, ¿adnego nie skoñczy³a. Rok przepracowa³a w Zak³adzie Us³ug Blacharskich i Dekarskich u przyjaciela matki. Wreszcie postanowi³a zdobyæ wy¿sze wykszta³cenie, wybór pad³ na germanistykê. Po trzech latach rzuci³a studia, na których sz³o jej nie¼le, i zamieszka³a z rze¼biarzem po warszawskiej ASP. Postanowi³a rze¼biæ.

Na pierwszym roku studiów trafi³a do pracowni Gustawa Zem³y, potem uczy³a siê w s³ynnej pracowni Grzegorza Kowalskiego. To on wpaja³ studentom, by ich sztuka nie pozostawia³a odbiorcy obojêtnym. Kozyra ju¿ wtedy lubi³a zaskakiwaæ. Gdy profesor zleci³ studentom przygotowanie pracy na temat biblijnej "drabiny Jakubowej" (w Biblii czytamy, ¿e "Jakub ujrza³ we nie drabinê stoj±c± na ziemi, siêgaj±c± nieba, i anio³ów wstêpuj±cych, i zstêpuj±cych po niej"), przynios³a tylko budzik, który zadzwoni³. Kiedy wybuch³a afera z dyplomem "Piramida zwierz±t", rektor ASP Adam Myjak uj±³ siê za jedn± ze zdolniejszych studentek. Ale czê¶æ profesorów wypomina mu to do dzi.

Znowu by³ skandal

"Ma pani raka" - us³ysza³a na ostatnim roku studiów. Zaczê³o siê d³ugotrwa³e leczenie. Dwa lata po dyplomie zrealizowa³a pracê "Wiêzy krwi", która zosta³a rozplakatowana na billboardach w kilku miastach. Na zdjêciu by³y dwie nagie kobiety: ona i jej o trzy lata m³odsza siostra, która urodzi³a siê bez nogi. W tle krzy¿ i pó³ksiê¿yc.

Wojewoda ³ódzki natychmiast z³o¿y³ zawiadomienie do prokuratury. Jedna z radnych w Bielsku-Bia³ej domaga³a siê zdjêcia czego, co "neguje m.in. takie wartoci, jak rodzina i religia. Wyszydza symbole religijne, prezentuje postawê homoseksualn±, pos³uguje siê kalectwem do zobrazowania tezy: dobro - z³o". Protestowali tak¿e przedstawiciele Akcji Katolickiej. Firma AMS, która wyprodukowa³a plakaty, postanowi³a je czê¶ciowo zakleiæ. Znowu by³ skandal. "Nie myla³am, ¿e to mo¿e kogo obraziæ - mówi³a Kozyra. - Nie wiem, o co chodzi w tych protestach. Przecie¿ bardziej prowokuj±ce s± plakaty z kobietami reklamuj±cymi bieliznê. "Wiêzy krwi" to by³a odpowied¼ na wojnê w Boni. Chodzi³o o spory etniczne, w których dwie strony identyfikuj± siê z symbolami religijnymi. Dlatego zestawi³am czerwony krzy¿ i pó³ksiê¿yc. I cia³a dwóch kobiet, które s± rodzin±. Galeria AMS zaproponowa³a, by tê kompozycjê wywiesiæ na billboardach. Zgodzi³am siê, bo chcia³am sprawdziæ, jak to bêdzie wygl±da³o na ulicy...".

Tymczasem filozof Ryszard Legutko grzmia³ na ³amach "¯ycia": "Sprawa Kozyry potwierdza dwa znane zjawiska. Po pierwsze, kiedy brak sensu i wartoci dzie³ jest oczywisty, autorzy i ich klakierzy uciekaj± nagminnie w skomplikowane - w ich mniemaniu - formu³y intelektualne. Kiedy wiêc - mówi±c inaczej - nie staje talentu, autorzy za pomoc± s³ownych wywodów staraj± siê przekonaæ os³upia³ych wobec takiego tupetu widzów, ¿e pokazane byle co zawiera niezwyk³± m±dro¶æ".

Wyzdrowia³am dla doktorka

Trzecia g³ona praca Kozyry by³a efektem narastaj±cego zmêczenia chemioterapi± i nawietleniami. "Stanowi³a reakcjê na aferê z "Piramid± zwierz±t". Czu³am siê dotkniêta faktem, ¿e przysz³o mi siê t³umaczyæ chorob± - opowiada³a Piotrowi Sarzyñskiemu w wywiadzie dla "Polityki". - Pomyla³am: dobrze, jeli to jest tak bardzo interesuj±ce, je¿eli wywleka siê moj± prywatno¶æ wbrew mej woli i moim przekonaniom, to mogê zrobiæ to tak¿e sama. Nie wtedy, gdy kto tego chce, ale gdy chcê tego sama, nie po to, by s³u¿y³o innym, ale mnie samej. Chcecie mnie takiej, to macie, nawet gdyby okaza³o siê to niesmaczne". Realizuj±c "Olimpiê", sfotografowa³a siê w scenerii nawi±zuj±cej do s³ynnego obrazu Edwarda Maneta o tym samym tytule. Do g³owy wy³ysia³ej po chemioterapii przyczepi³a kwiatek. Le¿±c± na szpitalnym ³ó¿ku Kozyrê otaczali "antyczni" m³odzieñcy, odziani jedynie w przepaski w kszta³cie ¿eñskich narz±dów rozrodczych. Wkrótce po realizacji "Olimpii", w 1996 r. sta³ siê cud, nast±pi³a remisja choroby. "Wyzdrowia³am dla doktorka, chcia³am mu zrobiæ przyjemno¶æ" - ¿artowa³a po latach artystka.

Rok pó¼niej powsta³a "£a¼nia ¿eñska" - film wideo z udzia³em rozebranej pani Katarzyny, którego bohaterkami s± przypadkowe kobiety, uwiecznione nago z ukrycia. Czy nie ba³a siê, ¿e która mo¿e wytoczyæ jej proces? - Nie - pisze w e-mailu - bo ja nigdy nie mylê o konsekwencjach.

Wtedy t³umaczy³a, ¿e ta praca wyra¿a jej sprzeciw wobec traktowania kobiecego cia³a jak towaru. Chcia³a pokazaæ, ¿e lansowany wszêdzie wzorzec roznegli¿owanej modelki ma niewiele wspólnego z rzeczywistoci± i prawd± o ¿eñskiej fizjonomii. I ¿e kobiety zachowuj± siê inaczej, gdy s± same. Kadry, na których panie - w ró¿nym wieku i ró¿nej urody - zosta³y uchwycone w sytuacjach intymnych, b³yskawicznie wywo³a³y reakcjê krytyków. Artystka otrzyma³a Paszport "Polityki" - "za oryginalne formy plastyczne i nieuleganie ideologiom artystycznym. Za brak ob³udy, bezkompromisowo¶æ i odwagê mówienia o rzeczach najtrudniejszych w sposób otwarty i przenikliwy". W tym samym czasie "¯ycie Warszawy" piórem Anny Bernat pyta³o: "Jakiej idei ma s³u¿yæ ta straszna, maj±ca w sobie co z gwa³tu zabawa z ludzkim cia³em?!".

Jednak prawdziwa burza rozpêta³a siê, gdy dwa lata pó¼niej Kozyra posz³a na ca³o¶æ i z doklejon± brod± oraz gumowym penisem (kolega pomóg³ przy odlewie) uda³a siê do ³a¼ni mêskiej.

Faceci maj± wira

O kulisach powstawania pracy, która przynios³a jej wyró¿nienie na weneckim Biennale Sztuki obszernie opowiada³a Arturowi ¯mijewskiemu. Tak jak kiedy - przed pokazem "Piramidy zwierz±t" - zwraca³a uwagê na znaczenie "procesu przygotowania pracy" oraz zwi±zanymi z tym "reakcjami i prze¿yciami". Ale wydaje siê, ¿e tym razem Kozyra postanowi³a nie tyle powiêciæ siê dla sztuki, ile dobrze pobawiæ. Kosztem p³ci brzydkiej.

"Musia³am sobie wygoliæ placek o kszta³cie podstawy odlewu. Charakteryzatorka przyklei³a go, zamaskowa³a brzegi tresk±, zaczesa³a moje kud³y i od tej chwili mia³am jaja i kutasa. Trochê obawia³am siê, ¿e przy dok³adniejszych oglêdzinach (a wiadomo, ¿e faceci maj± wira na punkcie porównywania d³ugoci i gruboci), kto siê zorientuje, ¿e mój penis jest falsyfikatem". "Penis i moszna by³y wejciówk± do mêskiego templum. Mêski wiatek: heterycy, cioty, pisuary". "Jako kobieta nie mam tak fantastycznego powodzenia, jako facet mia³am w ci±gu pó³ godziny trzech adoratorów". "Mê¿czy¼ni swoimi ³akomymi spojrzeniami wepchnêli mnie w rolê peda³a i to by³o dla mnie szokiem. Oni stworzyli now± postaæ". "Baby na pewno by siê ucieszy³y, widz±c ich sczernia³e, zwiêd³e jaja i zwis³e fiuty". I wreszcie: "Przy realizacji ³a¼ni damskiej czu³am siê jak tchórzliwy skurwiel".

Czy trzeba komukolwiek t³umaczyæ, dlaczego przy realizacji "£a¼ni mêskiej" ju¿ tak siê artystka nie czu³a? I pytaæ, czemu, sk³adaj±c samokrytykê u¿ywa rodzaju mêskiego? Nie trzeba. Choæ niektórzy panowie próbowali. Jak np. Tomasz W³odek, który na ³amach pisma "W drodze" mci³ siê w imiê partykularnych, mêskich, za przeproszeniem, interesów. "D³ugo myla³em nad interpretacj± psychologiczn± dzie³ pani Kasi - pisa³ W³odek. - Przyznam, ¿e w zrozumieniu ich pomóg³ mi amerykañski publicysta radiowy Rush Limbaugh. Powiedzia³ on kiedy, ¿e feminizm zosta³ wymylony po to, by u³atwiæ nieatrakcyjnym kobietom zwrócenie na siebie uwagi". Ma³o tego. "Udaj±c mê¿czyznê wesz³a do rodka. Nikt jej nie rozpozna³. Dziêki tej drobnej informacji czytelnik, nawet taki, który pani Kozyry nigdy nie widzia³, mo¿e j± sobie ³atwo wyobraziæ...". Jeszcze ma³o. "Twórczo¶æ pani Kozyry to wycie jednostki chc±cej spo³eczeñstwo obraziæ po to, aby byæ przez moment przez to spo³eczeñstwo dostrze¿on±!".

Pytam, czemu tak postêpowa artystka mówi na gejów "cioty" i "peda³y"? - Bo sami siê tak nazywaj±.

Diva. Reinkarnacja

Kolejne po "£a¼niach" projekty Kozyry wzbudza³y tradycyjnie kontrowersje wród widzów i krytyków. Po "¦wiêcie wiosny" (wideoinstalacja inspirowana baletem Wac³awa Ni¿yñskiego), w którym wystêpowa³y m.in. starsze panie z doklejonymi penisami i panowie wyposa¿eni w imitacje ¿eñskich w³osów ³onowych "Rzeczpospolita" zamieci³a dwie recenzje. Monika Ma³kowska pisa³a: "znakomita od strony plastycznej, intryguje pe³nym podtekstów przes³aniem", a Maciej Kamil Jab³oñski: "Kozyra wywa¿a dawno ju¿ otwarte drzwi, zarówno w zakresie treci, jak i formy. Jest nie tyle nowatork±, co krzepk± epigonk± wspó³czesnego akademizmu".

Potem by³y m.in. nowojorskie prezentacje "Kary i zbrodni" - filmu pokazuj±cego mê¿czyzn, którzy z broni maszynowej strzelaj± do nieruchomych obiektów, ale ich twarze pozostaj± anonimowe i niewzruszone, bo ukryte za kobiecymi maskami. Niepokoi³o tak¿e wideo, na którym w wêdrówce po nocnych lokalach Berlina towarzyszy jej Gloria Viagra - Drag Queen i did¿ej w jednym, a w Warszawie poznaje wiat opery dziêki Maestro (Grzegorz Pitulej), zawodowemu piewakowi i nauczycielowi piewu.

"Od trzech lat dzielê czas miêdzy Berlin i Warszawê - mówi³a artystka niedawno "Rzeczpospolitej". - W Polsce ³atwiej i szybciej siê pracuje. Wszystko za³atwiam osobicie. W Niemczech trzeba dzia³aæ przez poredników, za to efekty s± lepsze".

Praca wype³nia jej ¿ycie niemal w ca³oci. Pytam, co poza ni± sprawia jej przyjemno¶æ. - Za du¿o, ¿eby wszystko wymieniæ, ale na przyk³ad lekcje piewu... - odpowiada. Ostatnio pokazywa³a w stolicy performance "Diva. Reinkarnacja", którego premiera odby³a siê w Wiedniu. Przez kilka miesiêcy uczy³a siê piewu operowego, co dzi owocuje, podobno nie najgorszym, wykonaniem arii Olimpii z "Opowieci Hoffmana" Offenbacha. Znowu chodzi³o o pokonanie bariery wstydu.

Jedn± z jej ostatnich prac s± "Twarze" - film rejestruj±cy wy³±cznie mimikê tancerzy podczas æwiczeñ nad baletem klasycznym, nowoczesnym i hip-hopem.

- Czy s± projekty, których pani nie zrealizuje z przyczyn finansowych?

- Na pewno.

- Nie boi siê pani, ¿e przysz³e pokolenia przejd± obok jej sztuki obojêtnie?

- Nie bojê siê.

Odpowiedzi s± krótkie, jak w³osy artystki. Ale bywa³o, ¿e ods³ania³a nie tylko cia³o, ale i duszê. "¦mieræ to jest koniec - powiedzia³a Dorocie Jareckiej przed kilkoma laty. - Ale czy koniec musi byæ z³y? Razem ze wiadomoci± wszystko siê koñczy. Nie potrafiê sobie wyobraziæ, w jakiej formie moje "ja" mia³oby wiecznie trwaæ. Zreszt± mnie to nie jest potrzebne. Wieczne "ja" - co za mêka! ¯ycie bywa bardzo przyjemne. Ale wyobra¿aæ sobie, ¿e po mierci bêdzie jeszcze przyjemniej, to bez sensu. ¯eby ¿yæ, nie potrzebujê wiary, ¿e co dalej siê bêdzie dzia³o. Nie wierzê, ¿e mój duch gdzie bêdzie b³±dzi³ po mierci. Nie wiem, gdzie mia³by kr±¿yæ i po co. Nie wierzê te¿, ¿e cia³o po mierci gdzie jeszcze bêdzie. To tylko materia. Cia³o to dla mnie nie jest wiêto¶æ".

- A czy co jest dla pani wiête? - pytam na koniec naszej e-mailowej korespondencji.

- Cz³owiek.

KRZYSZTOF FEUSETTE


http://www.rzeczpospolita.pl/