|
Ekspozycji
towarzyszy³a projekcja
filmu wideo, pokazuj±cego
proces obdzierania konia ze skóry. W ulotce towarzysz±cej
premierowej prezentacji dyplomu Kozyra pyta³a:
"Czy ta praca mo¿e
byæ oceniona tylko jako
rze¼ba, czy równie¿
daje siê oceniæ
proces jej przygotowania i wi±¿±ce
siê z nim reakcje i
prze¿ycia?".
Odpowied¼
by³a twierdz±ca.
Zarz±d G³ówny
Zwi±zku Polskich Artystów
Plastyków wys³a³
pisma protestacyjne do rektora ASP oraz Ministerstwa Kultury i Sztuki,
powiadamiaj±c jednocze¶nie
redakcjê programu telewizyjnego
"Animals". Towarzystwo Opieki nad Zwierzêtami
grozi³o artystce s±dem.
Xymena Zaniewska-Chwedczuk, s³ynna
projektantka mody, scenograf i architekt, pisa³a
w li¶cie otwartym: "Zast±pienie
indolencji warsztatowej dreszczykiem, ¿e
oto ogl±damy trupy prawdziwych
zwierz±t, wydaje mi
siê wyj±tkowo
parszywe". "Uwa¿am
to za pornografiê"
- dorzuca³ profesor
Jacek Wo¼niakowski na
³amach "Tygodnika
Powszechnego". Kozyra prze¿y³a
wstrz±s, o którym opowiada³a
plastykowi Arturowi ¯mijewskiemu:
"Wybuch afery mnie zaskoczy³.
Pierwsze napastliwe artyku³y
w prasie sprawi³y mi
satysfakcjê. Lawina
nastêpnych wzbudzi³a
mój histeryczny strach. Przesta³am
panowaæ nad ogarniaj±cym
mnie lêkiem. Ca³ymi
tygodniami nie mog³am
spaæ".
Sta³a
siê wrogiem publicznym
numer jeden, obroñcy
moralno¶ci zaczêli
grzebaæ w jej ¿yciu
prywatnym tak skutecznie, ¿e
wkrótce gruchnê³a wiadomo¶æ
o ciê¿kiej chorobie
artystki. W 1992 r. lekarze stwierdzili u niej nowotwór z³o¶liwy
wêz³ów
ch³onnych.
Mieæ
to za sob±
Jej
oboje rodzice - Alicja i Ryszard - byli ekonomistami. Ojciec pracowa³
w Przedsiêbiorstwie
Handlu Zagranicznego Animex, co wi±za³o
siê z konieczno¶ci±
d³ugich pobytów za granic±.
Kiedy mia³a trzy lata,
wyjecha³a z rodzin±
do Austrii. Naukê w
podstawówce rozpoczê³a
w Wiedniu, a kontynuowa³a
w Warszawie. Do gimnazjum chodzi³a
w Monachium.
Wrócili
do Polski, gdy mia³a
17 lat. Trafi³a do znanego
z ¿elaznej dyscypliny
Liceum im. Lelewela. "Tam mnie amputowali - wspomina³a
po latach. - Pierwszy raz poczu³am,
¿e chcia³abym
byæ babci±,
¿eby mieæ
to za sob±". Nauka
sz³a jak po grudzie,
wiêc zmieni³a
szko³ê na liceum dla
pracuj±cych przy Centrum
Kszta³cenia Ustawicznego
nr 1 w Warszawie, ironicznie zwane "sorbon±".
Dwa tygodnie przed jej matur±
ojciec zmar³ na raka.
Przez d³ugi czas b³±ka³a
siê po kursach pomaturalnych,
¿adnego nie skoñczy³a.
Rok przepracowa³a w
Zak³adzie Us³ug
Blacharskich i Dekarskich u przyjaciela matki. Wreszcie postanowi³a
zdobyæ wy¿sze
wykszta³cenie, wybór
pad³ na germanistykê.
Po trzech latach rzuci³a
studia, na których sz³o
jej nie¼le, i zamieszka³a
z rze¼biarzem po warszawskiej
ASP. Postanowi³a rze¼biæ.
Na
pierwszym roku studiów trafi³a
do pracowni Gustawa Zem³y,
potem uczy³a siê
w s³ynnej pracowni Grzegorza
Kowalskiego. To on wpaja³
studentom, by ich sztuka nie pozostawia³a
odbiorcy obojêtnym.
Kozyra ju¿ wtedy lubi³a
zaskakiwaæ. Gdy profesor
zleci³ studentom przygotowanie
pracy na temat biblijnej "drabiny Jakubowej" (w Biblii
czytamy, ¿e "Jakub
ujrza³ we ¶nie
drabinê stoj±c±
na ziemi, siêgaj±c±
nieba, i anio³ów wstêpuj±cych,
i zstêpuj±cych
po niej"), przynios³a
tylko budzik, który zadzwoni³.
Kiedy wybuch³a afera
z dyplomem "Piramida zwierz±t",
rektor ASP Adam Myjak uj±³
siê za jedn±
ze zdolniejszych studentek. Ale czê¶æ
profesorów wypomina mu to do dzi¶.
Znowu
by³ skandal
"Ma
pani raka" - us³ysza³a
na ostatnim roku studiów. Zaczê³o
siê d³ugotrwa³e
leczenie. Dwa lata po dyplomie zrealizowa³a
pracê "Wiêzy
krwi", która zosta³a
rozplakatowana na billboardach w kilku miastach. Na zdjêciu
by³y dwie nagie kobiety:
ona i jej o trzy lata m³odsza
siostra, która urodzi³a
siê bez nogi. W tle
krzy¿ i pó³ksiê¿yc.
Wojewoda
³ódzki natychmiast z³o¿y³
zawiadomienie do prokuratury. Jedna z radnych w Bielsku-Bia³ej
domaga³a siê
zdjêcia czego¶,
co "neguje m.in. takie warto¶ci,
jak rodzina i religia. Wyszydza symbole religijne, prezentuje postawê
homoseksualn±, pos³uguje
siê kalectwem do zobrazowania
tezy: dobro - z³o".
Protestowali tak¿e przedstawiciele
Akcji Katolickiej. Firma AMS, która wyprodukowa³a
plakaty, postanowi³a
je czê¶ciowo zakleiæ.
Znowu by³ skandal. "Nie
my¶la³am,
¿e to mo¿e
kogo¶ obraziæ
- mówi³a Kozyra. - Nie
wiem, o co chodzi w tych protestach. Przecie¿
bardziej prowokuj±ce
s± plakaty z kobietami
reklamuj±cymi bieliznê.
"Wiêzy krwi"
to by³a odpowied¼
na wojnê w Bo¶ni.
Chodzi³o o spory etniczne,
w których dwie strony identyfikuj±
siê z symbolami religijnymi.
Dlatego zestawi³am czerwony
krzy¿ i pó³ksiê¿yc.
I cia³a dwóch kobiet,
które s± rodzin±.
Galeria AMS zaproponowa³a,
by tê kompozycjê
wywiesiæ na billboardach.
Zgodzi³am siê,
bo chcia³am sprawdziæ,
jak to bêdzie wygl±da³o
na ulicy...".
Tymczasem
filozof Ryszard Legutko grzmia³
na ³amach "¯ycia":
"Sprawa Kozyry potwierdza dwa znane zjawiska. Po pierwsze,
kiedy brak sensu i warto¶ci
dzie³ jest oczywisty,
autorzy i ich klakierzy uciekaj±
nagminnie w skomplikowane - w ich mniemaniu - formu³y
intelektualne. Kiedy wiêc
- mówi±c inaczej - nie
staje talentu, autorzy za pomoc±
s³ownych wywodów staraj±
siê przekonaæ
os³upia³ych
wobec takiego tupetu widzów, ¿e
pokazane byle co zawiera niezwyk³±
m±dro¶æ".
Wyzdrowia³am
dla doktorka
Trzecia
g³o¶na
praca Kozyry by³a efektem
narastaj±cego zmêczenia
chemioterapi± i na¶wietleniami.
"Stanowi³a reakcjê
na aferê z "Piramid±
zwierz±t". Czu³am
siê dotkniêta
faktem, ¿e przysz³o
mi siê t³umaczyæ
chorob± - opowiada³a
Piotrowi Sarzyñskiemu
w wywiadzie dla "Polityki". - Pomy¶la³am:
dobrze, je¶li to jest
tak bardzo interesuj±ce,
je¿eli wywleka siê
moj± prywatno¶æ
wbrew mej woli i moim przekonaniom, to mogê
zrobiæ to tak¿e
sama. Nie wtedy, gdy kto¶
tego chce, ale gdy chcê
tego sama, nie po to, by s³u¿y³o
innym, ale mnie samej. Chcecie mnie takiej, to macie, nawet gdyby
okaza³o siê
to niesmaczne". Realizuj±c
"Olimpiê",
sfotografowa³a siê
w scenerii nawi±zuj±cej
do s³ynnego obrazu Edwarda
Maneta o tym samym tytule. Do g³owy
wy³ysia³ej
po chemioterapii przyczepi³a
kwiatek. Le¿±c±
na szpitalnym ³ó¿ku
Kozyrê otaczali "antyczni"
m³odzieñcy,
odziani jedynie w przepaski w kszta³cie
¿eñskich
narz±dów rozrodczych.
Wkrótce po realizacji "Olimpii", w 1996 r. sta³
siê cud, nast±pi³a
remisja choroby. "Wyzdrowia³am
dla doktorka, chcia³am
mu zrobiæ przyjemno¶æ"
- ¿artowa³a
po latach artystka.
Rok
pó¼niej powsta³a
"£a¼nia
¿eñska"
- film wideo z udzia³em
rozebranej pani Katarzyny, którego bohaterkami s±
przypadkowe kobiety, uwiecznione nago z ukrycia. Czy nie ba³a
siê, ¿e
która¶ mo¿e
wytoczyæ jej proces?
- Nie - pisze w e-mailu - bo ja nigdy nie my¶lê
o konsekwencjach.
Wtedy
t³umaczy³a,
¿e ta praca wyra¿a
jej sprzeciw wobec traktowania kobiecego cia³a
jak towaru. Chcia³a
pokazaæ, ¿e
lansowany wszêdzie wzorzec
roznegli¿owanej modelki
ma niewiele wspólnego z rzeczywisto¶ci±
i prawd± o ¿eñskiej
fizjonomii. I ¿e kobiety
zachowuj± siê
inaczej, gdy s± same.
Kadry, na których panie - w ró¿nym
wieku i ró¿nej urody
- zosta³y uchwycone
w sytuacjach intymnych, b³yskawicznie
wywo³a³y
reakcjê krytyków. Artystka
otrzyma³a Paszport "Polityki"
- "za oryginalne formy plastyczne i nieuleganie ideologiom
artystycznym. Za brak ob³udy,
bezkompromisowo¶æ i
odwagê mówienia o rzeczach
najtrudniejszych w sposób otwarty i przenikliwy". W tym samym
czasie "¯ycie Warszawy"
piórem Anny Bernat pyta³o:
"Jakiej idei ma s³u¿yæ
ta straszna, maj±ca
w sobie co¶ z gwa³tu
zabawa z ludzkim cia³em?!".
Jednak
prawdziwa burza rozpêta³a
siê, gdy dwa lata pó¼niej
Kozyra posz³a na ca³o¶æ
i z doklejon± brod±
oraz gumowym penisem (kolega pomóg³
przy odlewie) uda³a
siê do ³a¼ni
mêskiej.
Faceci
maj± ¶wira
O
kulisach powstawania pracy, która przynios³a
jej wyró¿nienie na weneckim
Biennale Sztuki obszernie opowiada³a
Arturowi ¯mijewskiemu.
Tak jak kiedy¶ - przed
pokazem "Piramidy zwierz±t"
- zwraca³a uwagê
na znaczenie "procesu przygotowania pracy" oraz zwi±zanymi
z tym "reakcjami i prze¿yciami".
Ale wydaje siê, ¿e
tym razem Kozyra postanowi³a
nie tyle po¶wiêciæ
siê dla sztuki, ile
dobrze pobawiæ. Kosztem
p³ci brzydkiej.
"Musia³am
sobie wygoliæ placek
o kszta³cie podstawy
odlewu. Charakteryzatorka przyklei³a
go, zamaskowa³a brzegi
tresk±, zaczesa³a
moje kud³y i od tej
chwili mia³am jaja i
kutasa. Trochê obawia³am
siê, ¿e
przy dok³adniejszych
oglêdzinach (a wiadomo,
¿e faceci maj±
¶wira na punkcie porównywania
d³ugo¶ci
i grubo¶ci), kto¶
siê zorientuje, ¿e
mój penis jest falsyfikatem". "Penis i moszna by³y
wej¶ciówk±
do mêskiego templum.
Mêski ¶wiatek:
heterycy, cioty, pisuary". "Jako kobieta nie mam tak fantastycznego
powodzenia, jako facet mia³am
w ci±gu pó³
godziny trzech adoratorów". "Mê¿czy¼ni
swoimi ³akomymi spojrzeniami
wepchnêli mnie w rolê
peda³a i to by³o
dla mnie szokiem. Oni stworzyli now±
postaæ". "Baby
na pewno by siê ucieszy³y,
widz±c ich sczernia³e,
zwiêd³e
jaja i zwis³e fiuty".
I wreszcie: "Przy realizacji ³a¼ni
damskiej czu³am siê
jak tchórzliwy skurwiel".
Czy
trzeba komukolwiek t³umaczyæ,
dlaczego przy realizacji "£a¼ni
mêskiej" ju¿
tak siê artystka nie
czu³a? I pytaæ,
czemu, sk³adaj±c
samokrytykê u¿ywa
rodzaju mêskiego? Nie
trzeba. Choæ niektórzy
panowie próbowali. Jak np. Tomasz W³odek,
który na ³amach pisma
"W drodze" m¶ci³
siê w imiê
partykularnych, mêskich,
za przeproszeniem, interesów. "D³ugo
my¶la³em
nad interpretacj± psychologiczn±
dzie³ pani Kasi - pisa³
W³odek. - Przyznam,
¿e w zrozumieniu ich
pomóg³ mi amerykañski
publicysta radiowy Rush Limbaugh. Powiedzia³
on kiedy¶, ¿e
feminizm zosta³ wymy¶lony
po to, by u³atwiæ
nieatrakcyjnym kobietom zwrócenie na siebie uwagi". Ma³o
tego. "Udaj±c mê¿czyznê
wesz³a do ¶rodka.
Nikt jej nie rozpozna³.
Dziêki tej drobnej informacji
czytelnik, nawet taki, który pani Kozyry nigdy nie widzia³,
mo¿e j±
sobie ³atwo wyobraziæ...".
Jeszcze ma³o. "Twórczo¶æ
pani Kozyry to wycie jednostki chc±cej
spo³eczeñstwo
obraziæ po to, aby byæ
przez moment przez to spo³eczeñstwo
dostrze¿on±!".
Pytam,
czemu tak postêpowa
artystka mówi na gejów "cioty" i "peda³y"?
- Bo sami siê tak nazywaj±.
Diva.
Reinkarnacja
Kolejne
po "£a¼niach"
projekty Kozyry wzbudza³y
tradycyjnie kontrowersje w¶ród
widzów i krytyków. Po "¦wiêcie
wiosny" (wideoinstalacja inspirowana baletem Wac³awa
Ni¿yñskiego),
w którym wystêpowa³y
m.in. starsze panie z doklejonymi penisami i panowie wyposa¿eni
w imitacje ¿eñskich
w³osów ³onowych
"Rzeczpospolita" zamie¶ci³a
dwie recenzje. Monika Ma³kowska
pisa³a: "znakomita
od strony plastycznej, intryguje pe³nym
podtekstów przes³aniem",
a Maciej Kamil Jab³oñski:
"Kozyra wywa¿a
dawno ju¿ otwarte drzwi,
zarówno w zakresie tre¶ci,
jak i formy. Jest nie tyle nowatork±,
co krzepk± epigonk±
wspó³czesnego akademizmu".
Potem
by³y m.in. nowojorskie
prezentacje "Kary i zbrodni" - filmu pokazuj±cego
mê¿czyzn, którzy z broni
maszynowej strzelaj±
do nieruchomych obiektów, ale ich twarze pozostaj±
anonimowe i niewzruszone, bo ukryte za kobiecymi maskami. Niepokoi³o
tak¿e wideo, na którym
w wêdrówce po nocnych
lokalach Berlina towarzyszy jej Gloria Viagra - Drag Queen i did¿ej
w jednym, a w Warszawie poznaje ¶wiat
opery dziêki Maestro
(Grzegorz Pitulej), zawodowemu ¶piewakowi
i nauczycielowi ¶piewu.
"Od
trzech lat dzielê czas
miêdzy Berlin i Warszawê
- mówi³a artystka niedawno
"Rzeczpospolitej". - W Polsce ³atwiej
i szybciej siê pracuje.
Wszystko za³atwiam osobi¶cie.
W Niemczech trzeba dzia³aæ
przez po¶redników, za
to efekty s± lepsze".
Praca
wype³nia jej ¿ycie
niemal w ca³o¶ci.
Pytam, co poza ni± sprawia
jej przyjemno¶æ. - Za
du¿o, ¿eby
wszystko wymieniæ, ale
na przyk³ad lekcje ¶piewu...
- odpowiada. Ostatnio pokazywa³a
w stolicy performance "Diva. Reinkarnacja", którego premiera
odby³a siê
w Wiedniu. Przez kilka miesiêcy
uczy³a siê
¶piewu operowego, co
dzi¶ owocuje, podobno
nie najgorszym, wykonaniem arii Olimpii z "Opowie¶ci
Hoffmana" Offenbacha. Znowu chodzi³o
o pokonanie bariery wstydu.
Jedn±
z jej ostatnich prac s±
"Twarze" - film rejestruj±cy
wy³±cznie mimikê
tancerzy podczas æwiczeñ
nad baletem klasycznym, nowoczesnym i hip-hopem.
-
Czy s± projekty, których
pani nie zrealizuje z przyczyn finansowych?
-
Na pewno.
-
Nie boi siê pani, ¿e
przysz³e pokolenia przejd±
obok jej sztuki obojêtnie?
-
Nie bojê siê.
Odpowiedzi
s± krótkie, jak w³osy
artystki. Ale bywa³o,
¿e ods³ania³a
nie tylko cia³o, ale
i duszê. "¦mieræ
to jest koniec - powiedzia³a
Dorocie Jareckiej przed kilkoma laty. - Ale czy koniec musi byæ
z³y? Razem ze ¶wiadomo¶ci±
wszystko siê koñczy.
Nie potrafiê sobie wyobraziæ,
w jakiej formie moje "ja" mia³oby
wiecznie trwaæ. Zreszt±
mnie to nie jest potrzebne. Wieczne "ja" - co za mêka!
¯ycie bywa bardzo przyjemne.
Ale wyobra¿aæ
sobie, ¿e po ¶mierci
bêdzie jeszcze przyjemniej,
to bez sensu. ¯eby ¿yæ,
nie potrzebujê wiary,
¿e co¶
dalej siê bêdzie
dzia³o. Nie wierzê,
¿e mój duch gdzie¶
bêdzie b³±dzi³
po ¶mierci. Nie wiem,
gdzie mia³by kr±¿yæ
i po co. Nie wierzê
te¿, ¿e
cia³o po ¶mierci
gdzie¶ jeszcze bêdzie.
To tylko materia. Cia³o
to dla mnie nie jest ¶wiêto¶æ".
-
A czy co¶ jest dla pani
¶wiête?
- pytam na koniec naszej e-mailowej korespondencji.
-
Cz³owiek.
KRZYSZTOF
FEUSETTE
http://www.rzeczpospolita.pl/
|